lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 100

sprzętów, jagieł, krup i bigosów, a wszczynających z lada powodu kłótnie i zamieszanie.
Przeciw takiemu to wojsku zbliżał się od strony Szczecina i nadodrzańskich łęgów Arwid
Wittenberg, stary wódz, któremu młodość na wojnie trzydziestoletniej zbiegła, prowadząc
siedmnaście tysięcy weteranów, w żelazną dyscyplinę ujętych.
Z jednej strony stał bezładny obóz polski, do zbiegowiska jarmarcznego podobny,
hałaśliwy, pełen dysput, rozpraw nad rozporządzeniami wodzów i niezadowolenia, złożony z
poczciwych wieśniaków na poczekaniu w piechotę zmienionych i z jegomościów prosto od
strzyży owiec oderwanych; z drugiej, maszerowały groźne, milczące czworoboki, na jedno
skinienie wodzów rozciągające się z regularnością machin w linie i półkola; zwierające
się w kliny i trójkąty tak sprawne jak miecz w ręku szermierza; najeżone rurami
muszkietów i włóczni, prawdziwi ludzie wojny, zimni, spokojni, istni rzemieślnicy, którzy
do mistrzostwa doszli w rzemiośle. Któż z ludzi doświadczonych mógł wątpić, jaki będzie
rezultat spotkania i na czyją stronę musi paść zwycięstwo?
Jednakże szlachty ściągało się coraz więcej, a przedtem jeszcze poczęli się zjeżdżać
dygnitarze wielkopolscy i innych prowincji, z pocztami przybocznych wojsk i sług. Wkrótce
po panu Grudzińskim zjechał do Piły potężny wojewoda poznański, pan Krzysztof Opaliński.
Trzystu hajduków przybranych w żółte z czerwonym barwy i uzbrojonych w muszkiety szło
przed wojewodzińską karetą; tłum dworzan, szlachty otaczał jego dostojną osobę; za nimi w
szyku bojowym ciągnął oddział rajtarów w takież barwy jak i hajducki przybranych; a sam
wojewoda jechał w karecie mając przy sobie błazna, Stacha Ostrożkę, którego obowiązkiem
było posępnego pana przez drogę rozweselać.
Wjazd tak znamienitego dygnitarza dodał wszystkim serca i otuchy; tym bowiem, którzy
spoglądali na monarszy niemal majestat wojewody, na tę twarz wspaniałą, w której spod
wysokiego jak sklepienie czoła świeciły oczy rozumne i surowe, na senatorską powagę całej
postawy, zaledwie w głowie mogło się pomieścić, by jakiś niefortunny los mógł przypaść w
udziale takiej potędze.
Ludziom przywykłym do czci dla urzędu i osoby wydawało się, że i sami Szwedzi nie będą
chyba śmieli wznieść świętokradzkiej ręki na takiego magnata. Owszem, ci, którym
trwożliwsze serce biło w piersiach, uczuli się zaraz bezpieczniejsi pod jego skrzydłami.
Witano więc go radośnie i gorąco; okrzyki brzmiały wzdłuż ulicy, którą orszak posuwał się
z wolna ku domowi burmistrza, a głowy chyliły się przed wojewodą, widnym jak na dłoni
przez szyby pozłocistej karety. Na owe ukłony odpowiadał wraz z wojewodą Ostrożka, z taką
godnością i powagą, jakby wyłącznie jemu były składane. Zaledwie kurz opadł po
przejeździe wojewody poznańskiego, gdy gońcy nadbiegli z oznajmieniem, że jedzie
stryjeczny jego brat, wojewoda podlaski Piotr Opaliński ze swym szwagrem, panem Jakubem
Rozdrażewskim, wojewodą inowrocławskim. Ci przywiedli każdy po sto pięćdziesiąt ludzi
zbrojnych prócz dworzan i sług. Potem nie mijał dzień, by ktoś z dygnitarzy nie zjechał:
jako pan Sędziwój Czarnkowski, szwagier Krzysztofa, a sam kasztelan poznański, za czym
Stanisław Pogorzelski, kasztelan kaliski; Maksymilian Miaskowski, kasztelan krzywiński, i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional