lektory on-line

Krzyżacy - Strona 90

wziął do gródka, i tam w Spychowie ze śmiercią-m się przez trzy niedziele zmagał. Bóg nie
dał skonać - i choć mi jeszcze ciężko, alem wrócił.
- A to nie byliście w Malborgu?
- Z czymżem miał jechać? Obdarli mnie do cna i list z innymi rzeczami zabrali. Wróciłem
prosić księżny Ziemowitowej o drugi, alem się z nią w drodze rozminął - i czyją zgonię -
nie wiem - bo mi się też na tamten świat wybierać.
To rzekłszy, splunął na dłoń i wyciągnąwszy ją ku Zbyszkowi, ukazał na niej czystą krew,
mówiąc:
- Widzisz?
A po chwili dodał:
- Widać wola boska.
Czas jakiś milczeli obaj pod brzemieniem posępnych myśli, po czym Zbyszko rzekł:
- To tak ciągle krwią plwacie?
- Jakoże nie mam plwać, kiedy mi na pół piędzi grota między żebrami utkwiło! Plwałbyś i
ty - nie bój się. Ale u Juranda ze Spychowa już mi się lepiej uczyniło, jeno żem się
ninie okrutnie znów zmęczył, bo droga długa, a pilnom jechał.
- Hej! po co wam się było spieszyć?
- Bom chciał księżnę Aleksandrę zdybać i brać od niej drugie pisanie. A Jurand ze
Spychowa prawił tak: "Jedźcie - powiada -i wracajcie z listem do Spychowa. Ja - prawi -
mam kilku Niemców pod podłogą, to jednego na słowo rycerskie uwolnię i ten list do
mistrza powiezie". A on ich tam zawsze kilku przez pomstę za śmierć żony pod sobą trzyma
i rad słucha, jako mu nocami jęczą a żelaziwem brzękają, gdyż jest człek zawzięty.
Rozumiesz?
- Rozumiem. Jeno to mi dziwno, żeście pierwszy list stracili, bo skoro Jurand ułapił
tych, którzy was napadli, to list powinien był być przy nich.
- Nie ułapił ci ich wszystkich. Uszło coś z pięciu. Taka już dola nasza.
To rzekłszy, Maćko odchrząknął, splunął znów krwią i stęknął trochę z bólu w piersiach.
- Ciężko was postrzelili - rzekł Zbyszko. - Jakże to? Z zasadzki?
- Z kuszczów tak gęstych, że na krok nie było nic widać. A jechałem bez zbroi, bo mi
kupcy mówili, że kraj bezpieczny -i upał był.
- Któż zbójom przywodził? Krzyżak?
- Nie zakonnik, ale Niemiec. Chełmińczyk z Lentzu, wsławion z rozbojów i grabieży.
- Cóż się z nim stało?
- U Juranda na łańcuchu. Ale on też ma w podziemiu dwóch szlachty Mazurów, których chce
za siebie oddać. Znów zapadło milczenie.
- Miły Jezu - rzekł wreszcie Zbyszko - to Lichtenstein będzie żyw i ów z Lentzu także, a
nam trzeba ginąć bez pomsty. Mnie głowę utną, a i wy pewnikiem już się nie przezimujecie.
- Ba! i do zimy nie dociągnę. Źeby choć ciebie jako zratować...
- Widzieliście tu kogo?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional