lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 886

do siebie ni słowa przez drogę; dopiero zsiadając z konia Oleńka zwróciła się do stryja :
- Księdza mu trzeba posłać! - rzekła zdyszanym głosem - niech w tej chwili ktoś do Upity
rusza!
Miecznik zajął się żywo spełnieniem polecenia, ona zaś wpadła do swojej izby i rzuciła
się na kolana przed obrazem Najświętszej Panny.
W parę godzin potem, późną już nocą, dzwonek ozwał się przed bramą Wodoktów. To ksiądz
przejeżdżał z Panem Jezusem do Lubicza.
Panna Aleksandra klęczała ciągle. Usta jej powtarzały litanię, którą się przy konających
odmawia. A gdy ją odmówiła, po trzykroć poczęła bić głową o podłogę i powtarzać
ustawicznie:
- Panie, policz mu, że z ręki nieprzyjaciół ginie... Panie, policz mu, że z ręki
nieprzyjaciół ginie... Odpuść mu! zmiłuj się nad nim!..
Na tym zeszła jej cała noc. Ksiądz bawił w Lubiczu aż do rana, a wracając, sam wstąpił do
Wodoktów. Ona wybiegła na jego spotkanie.
- Czy już? -spytała.
I nie mogła mówić więcej, bo jej oddechu zbrakło.
- Źyw jeszcze -odrzekł ksiądz.
Przez następnych dni kilkanaście co dzień posłańcy latali z Wodoktów do Lubicza i każdy
wracał z odpowiedzią, że pan chorąży ?żyw jeszcze", na koniec jeden przywiózł wiadomość,
którą od cyrulika, sprowadzonego z Kiejdan, usłyszał, że nie tylko żyw, ale i zdrowy
będzie, bo postrzały goją się szczęśliwie i siły rycerzowi wracają.
Panna Aleksandra posłała hojne ofiary na mszę dziękczynną do Upity, ale od owego dnia
przestali chodzić posłańcy, i dziwna rzecz! w sercu dziewczyny, razem z uspokojeniem,
począł się budzić dawny żal do pana Andrzeja. Winy jego przychodziły jej znowu co chwila
do myśli, tak ciężkie, że nie do odpuszczenia. Śmierć jedynie mogła je pokryć
niepamięcią... Gdy wracał do zdrowia, ciążyły znów nad nim... A jednak wszystko, co było
można przytoczyć na jego obronę, powtarzała sobie co dzień biedna Oleńka.
Tyle się zaś nagryzła przez te dni, tyle jednak rozterki było w jej duszy, że aż na
zdrowiu poczęła szwankować.
Zaniepokoiło to wielce pana Tomasza, więc pewnego wieczora, gdy zostali sami, spytał ją:
- Oleńka, powiedz no mi szczerze, co ty myślisz o chorążym orszańskim?
- Bogu wiadomo, że nie chcę o nim myśleć! - odrzekła.
- Bo to widzisz... pochudłaś... Hm!... Być może, że ty jeszcze... Jać nie nalegam na nic,
jeno rad bym wiedzieć, co się tam w tobie dzieje... Zali nie mniemasz, że wola
nieboszczyka dziada twego powinna się spełnić?
- Nigdy! - odrzekła Oleńka. - Dziaduś zostawił mi też furtę otwartą... a ja do niej na
Nowy Rok zapukam. W tym spełni się jego wola.
- Nie wierzyłem i ja temu zgoła - odparł miecznik - co tu niektórzy przebąkiwali, że
Babinicz a Kmicic to jedno, ale przecie pod Magierowem przy ojczyźnie a przeciw
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional