lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 883

elektor, korny przed silnym, zuchwały przed słabszym, czołem do nóg Rzeczypospolitej
uderzył i Szwedów bić począł; zbójeckie zastępy ?rzeźników" Rakoczego zmykały co sił ku
swym siedmiogrodzkim komyszom, które pan Lubomirski ogniem i mieczem spustoszył.
Lecz łatwiej im było wtargnąć w granice Rzeczypospolitej niż wyjść z nich bez kary. Więc
gdy dopadnięto ich u przeprawy, grafowie siedmiogrodzcy klęcząc przed panem Potockim,
Lubomirskim i Czarnieckim w prochu żebrali o litość.
Oddamy broń, oddamy miliony! - wołali - jeno pozwólcie nam odejść!
I przyjąwszy okup hetmani zlitowali się nad tym wojskiem nędzników; lecz orda rozniosła
ich na kopytach końskich u samych już progów domowych. Spokój począł z wolna wracać na
polskie równiny. Król jeszcze pruskie fortece odbierał, pan Czarniecki miał do Danii
zanieść miecz polski, bo Rzeczpospolita nie chciała już poprzestać na samym wypędzeniu
nieprzyjaciół.
Odbudowywały się ze zgliszczów wsie i miasta; ludność wracała z lasów, pługi pojawiły się
na roli.
Jesienią 1657 roku, zaraz po wojnie węgierskiej, cicho już było w większej części ziem i
powiatów, cicho zwłaszcza na Zmudzi.
Ci z laudańskich, którzy swego czasu poszli z panem Wołodyjowskim, byli jeszcze gdzieś
hen ! w polu, ale już oczekiwano ich powrotu.
Tymczasem w Morozach, Wołmontowiczach, Drożejkanach, Mozgach, w Goszczunach i Pacunelach
niewiasty, podloty obu płci i starcy orali, siali oziminy, odbudowywali wspólnymi siłami
chaty w tych okolicach, przez które pożar przeszedł, aby wojownicy po powrocie znaleźli
przynajmniej dach nad głową i głodem nie potrzebowali przymierać.
Oleńka siedziała od niejakiego czasu w Wodoktach z Anusią Borzobohatą i miecznikiem. Pan
Tomasz do swoich Billewicz się nie spieszył, raz dlatego, że były spalone, a po wtóre, że
mu milej było przy dziewczynach niż samemu. Tymczasem przy pomocy Oleńki zagospodarowywał
Wodokty.
Panna zaś chciała jak najlepiej zagospodarować Wodokty, te bowiem miały wraz z Mitrunami
stanowić jej wiano klasztorne, inaczej mówiąc, przejść na własność zakonu benedyktynek, u
których w sam dzień przyszłego Nowego Roku zamierzała biedna Oleńka rozpocząć nowicjat.
Rozważywszy bowiem wszystko, co ją spotkało, i owe losów odmiany, i zawody, i boleści,
przyszła do przekonania, że taka, a nie inna musi być wola boża. Zdawało się jej, że
jakaś ręka wszechmocna popycha ją do celi, że jakiś głos mówi jej:
?Tam ono najlepsze uspokojenie i koniec wszystkich trosk światowych!"
Więc postanowiła pójść za tym głosem; czując jednak w głębi sumienia, że jeszcze jej
dusza nie zdołała oderwać się zupełnie od ziemi, pragnęła pierwej przygotować ją gorącą
pobożnością, dobrymi uczynkami i pracą. Często też w tych usiłowaniach przeszkadzały jej
echa ze świata.
Oto, na przykład, poczęli ludzie przebąkiwać, że ów przesławny Babinicz był to Kmicic.
Jedni zaprzeczali gorąco, drudzy powtarzali wieść uporczywie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional