lektory on-line

Krzyżacy - Strona 89

nikomu żyć na świecie.
Echa pogrzebu, dzwony kościelne, śpiewy procesyj i zawodzenia tłumów dochodziły go przez
całe tygodnie. Przez ten czas sposępniał, stracił ochotę do jadła, do snu i chodził po
swoim podziemiu jak dziki zwierz po klatce. Ciążyła mu samotność, gdyż bywały dni, że
nawet stróż więzienny nie przynosił mu świeżego jadła i wody, tak dalece wszyscy byli
zajęci pogrzebem królowej. Od czasu jej śmierci nie odwiedził go nikt: ani księżna, ani
Danusia, ani Powała z Taczewa, który dawniej tyle okazywał mu życzliwości, ani kupiec
Amylej, znajomek Maćka. Zbyszko z goryczą myślał, że gdy Maćka nie stało, zapomnieli o
nim wszyscy. Chwilami przychodziło mu do głowy, że może zapomni o nim i prawo - i że
przyjdzie mu gnić do śmierci w tym więzieniu. Wówczas modlił się o śmierć.
Wreszcie gdy od pogrzebu królowej upłynął miesiąc, a rozpoczął się drugi, począł wątpić i
o powrocie Maćka. Obiecał przecie Maćko jechać pośpiesznie, konia nie żałować. Malborg
nie na końcu świata. Przez dwanaście niedziel można było dojechać i wrócić - zwłaszcza
gdy komuś pilno było. "Ale może i jemu niepilno! - myślał z żalem Zbyszko - może sobie
gdzie po drodze babę upatrzył i rad ją do Bogdańca powiezie, aby się własnego potomstwa
doczekać, a ja tu będę przez wieki zmiłowania boskiego wyglądał!"
Stracił wreszcie rachubę czasu, przestał całkiem rozmawiać ze stróżą i tylko z pajęczyny,
pokrywającej coraz obficiej żelazną kratę w oknie, miarkował, że na świecie nadchodzi
jesień. Siadywał teraz całymi godzinami na łożu, z łokciami na kolanach, z palcami we
włosach, które mu już daleko za ramiona sięgały - i w półśnie, w półodrętwieniu nie
podnosił głowy nawet i wówczas, gdy strażnik zagadał do niego, przynosząc spyżę. Aż
pewnego dnia skrzypnęły wrzeciądze i znajomy głos zawołał od progu więzienia:
- Zbyszku!
- Stryjko - krzyknął Zbyszko, zerwawszy się z tapczana. Maciek chwycił go w ramiona, po
czym objął mu jasną głowę dłońmi i począł ją całować. Źal, gorycz i tęsknota tak wezbrały
w sercu młodzianka, że począł płakać na piersiach stryj ca jak małe dziecko.
- Myślałem, że już nie wrócicie - rzekł, łkając.
- Boć i niewiele brakło - odrzekł Maciek. Dopieroż Zbyszko podniósł głowę i spojrzawszy
na niego, zawołał:
- A z wami co się stało?
I patrzył ze zdumieniem na wynędzniałą, zapadłą i bladą jak płótno twarz starego
wojownika, na jego pochyloną postać i na posiwiałe włosy.
- Co z wami? - powtórzył.
Maćko siadł na tapczanie i przez chwilę oddychał ciężko.
- Co się stało? - rzekł wreszcie. - Ledwiem granicę przejechał, postrzelili mnie w boru
Niemcy z kuszy. Zbóje-rycerze! -wiesz? Ciężko mi jeszcze dychać... Bóg zesłał mi pomoc -
inaczej byś mnie tu nie widział.
- Któż was zratował?
- Jurand ze Spychowa - odrzekł Maćko. Nastała chwila milczenia.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional