lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 857

jak stoi lew nad obalonym bawołem.
Wtem książę, któremu coraz więcej krwi wypływało z czoła, tak iż cały wierzch głowy
nurzał się jakoby w kałuży, ozwał się raz jeszcze, ale już bardzo przyduszonym głosem, bo
stopa pana Andrzeja ciągle gniotła mu piersi:
- Dziewka... słuchaj...
Ledwie pan Andrzej usłyszał te słowa, zdjął nogę z piersi książęcych i szablę podniósł.
- Mów ! - rzekł.
Lecz książę Bogusław czas jakiś oddychał tylko głęboko, wreszcie mocniejszym już głosem
odpowiedział:
- Dziewka zginie, jeśli mnie zabijesz... Rozkazy wydane!
- Coś z nią uczynił? - spytał Kmicic.
- Zaniechaj mnie, to ci ją oddam, przysięgam... na Ewangelię...
Na to pan Andrzej uderzył się pięścią w czoło, przez chwilę znać było, że walczył ze sobą
i ze swymi myślami, po czym rzekł:
- Słuchaj, zdrajco! Ja bym stu takich wyrodków za jeden jej włos oddał!.. Ale ja tobie
nie wierzę, krzywoprzysięzco!
- Na Ewangelię! -powtórzył książę. - Dam ci glejt i rozkaz na piśmie.
- Niechże tak będzie, daruję cię zdrowiem, ale cię z rąk nie puszczę. Dasz mi na
piśmie... Tymczasem Tatarom cię oddam, u których w niewoli będziesz.
- Zgoda - rzekł książę.
- Pamiętaj! -odrzekł pan Andrzej. - Nie uchroniło cię przed moją ręką twoje księstwo
twoje wojska, twoje szermierstwo... I wiedz, że ilekroć mi wejdziesz w drogę albo nie
dotrzymaszli słowa, nic cię nie uchroni, choćby cię cesarzem niemieckim kreowano...
Poznajże mnie! Raz cię już miałem w ręku, teraz mi pod nogami leżysz!
- Przytomność mnie opuszcza-rzekł książę.-Panie Kmicic, woda musi tu być blisko... Daj mi
pić i ranę zalej.
- Zdychaj, parrycydo! - rzekł Kmicic.
Lecz książę, bezpieczen już o życie, odzyskał, lubo ranny, całą pewność siebie i ozwał
się:
- Głupiś, panie Kmicic! Jeśli umrę i ona...
Tu wargi mu zbielały.
Kmicic zaś skoczył szukać, czy w okolicy nie ma jakiego rowu Iub też kałuży.
Książę omdlał, ale na krótką chwilę, i obudził się na szczęście swoje, gdyż tymczasem
nadbiegł pierwszy Tatarzyn, Selim, syn Gazy-agi, chorąży z Kmicicowej watahy, a widząc
broczącego we krwi nieprzyjaciela, postanowił przyszpilić go grotem od chorągwi do ziem
i. Książę w tej chwili strasznej znalazł jeszcze tyle sił, że za grot ręką pochwycił,
który słabo przytwierdzon oderwał się od drzewca.
Odgłos tej krótkiej walki ściągnął na powrót pana Andrzeja.
- Stój, psi synu! -zakrzyknął nadbiegając z daleka.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional