lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 851

nieprzyjacielskich. Całe pole pokryło się dymem i w tymże dymie wolentarze Kmicicowi wraz
z Tatarami sczepili się z dragonią.
Ale od strony rzeki nikt nie przybywał na pomoc.
Pokazało się, że nieprzyjaciel umyślnie puścił Kmicicową watahę przez bród, następnie
począł go zasypywać tak straszliwie z dział i muszkietów, że żywa noga przejść nie mogła.
Pierwsi poszli ku niemu ludzie pana Korsaka i powrócili w nieładzie; druga,
Wojniłłowiczowska, doszła do pół brodu i cofnęła się, wprawdzie z wolna, bo był to
królewski pułk, jeden z najdzielniejszych w całym wojsku, ale ze stratą dwudziestu
towarzystwa, znakomitej szlachty, i dziewięćdziesięciu pocztowych.
Woda w szczerku; który stanowił jedyne tylko przejście przez rzekę, pluskała tak pod
uderzeniami kul, jak pod ciężkim ulewnym deszczem. Armatnie przelatywały na drugą stronę,
rozrzucając tumany piasku.
Sam pan podskarbi nadjechał skokiem i popatrzywszy uznał, że niepodobna, aby jeden żywy
człek mógł przedostać się na brzeg przeciwny.
A jednak mogło to stanowić o losach bitwy. Toteż czoło hetmana zachmurzyło się srodze.
Przez chwilę patrzył przez perspektywę na całą linię wojsk nieprzyjacielskich i krzyknął
na ordynansa:
- Ruszaj do Hassun-beja - niechaj orda, jako może, przeprawi się przez głęboki brzeg i na
tabor niech uderzy. Co w wozach znajdą, to ich! Armat tam nie masz, jedno z rzeką będą
mieli robotę.
Oficer skoczył, ile tchu w koniu; hetman zaś posunął się dalej, gdzie pod wierzbiną na
łące stała chorągiew laudańska, i zatrzymał się tuż przed nią.
Wołodyjowski stał na jej czele, posępny, ale milczący, jeno w oczy hetmańskie patrzył, a
wąsikami ruszał.
- Co myślisz waść? - spytał hetman - przeprawią się Tatarzy?
- Tatarzy przeprawią się, ale Kmicic zginie! - rzekł Wołodyjowski.
- Na Boga! -krzyknął nagle hetman -ten Kmicic, żeby jeno miał głowę na karku, mógłby
bitwę wygrać, nie zginąć!
Wołodyjowski nie odrzekł nic, jednakowoż pomyślał w duszy:
?Nie trzeba było puszczać albo żadnej chorągwi za rzekę, albo pięć..."
Przez chwilę hetman znów patrzył przez perspektywę na daleki zamęt, który za rzeką
sprawował pan Kmicic; wtem mały rycerz, nie mogąc dłużej ustać, przysunął się i trzymając
szablę ostrzem do góry, rzekł:
- Wasza dostojność! gdyby rozkaz, to ja bym jeszcze tego brodu spróbował.
- Stać! - odrzekł dość ostro pan podskarbi. - Dość, że tamci zginą.
- Giną już! -rzekł Wołodyjowski.
Rzeczywiście zgiełk stał się wyraźniejszy i potężniał coraz bardziej. Widocznie Kmicic
cofał się na powrót ku rzece.
- Na Boga! tegom chciał! - krzyknął nagle pan hetman i skoczył jak piorun ku
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional