lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 849

wzniecić mogą, zwłaszcza że konie pruskie mniej były straszliwego ich wycia zwyczajne.
We dwie godziny, jak przepowiedział Kmicic, stanęli przy owym wzniesieniu, z którego
podjazd zaglądał w okopy, a które teraz pochód wszystkich wojsk zasłaniało. Chorąży, na
widok zbliżających się wojsk, skoczył jak piorun z wiadomością, że nieprzyjaciel,
pościągawszy straże z tamtej strony rzeki, już wyruszył i że właśnie koniec ogona taboru
wychodzi z okopu.
Usłyszawszy to pan Gosiewski wyciągnął buławę z tulei przy kulbace i rzekł:
- To już zawrócić nie mogą, bo wozy drogę zasłaniają. W imię Ojca i Syna, i Ducha
Świętego! Nie ma już po co dłużej się ukrywać!
I skinął na buńczucznego, a ów buńczuk podniósł w górę i począł nim machać na wszystkie
strony. Na ten znak wszystkie buńczuki poczęły się kołysać, huknęły trąby i krzywuły,
zawrzasły tatarskie piszczałki, zadźwięczały litaury, sześć tysięcy szabel rozbłysło w
powietrzu i sześć tysięcy gardzieli krzyknęło:
- Jezus, Maria!
- Ałła - h u -Ałła !
Za czym chorągiew za chorągwią wynurzała się rysią zza wzniesienia. W Waldekowym obozie
nie spodziewano się tak prędko gości, bo ruch powstał gorączkowy. Bębny poczęły huczeć
nieustającym grzmotem; pułki zwracały się frontem ku rzece.
Gołym już okiem można było dostrzec przelatujących między regimentami jenerałów i
pułkowników. We środku zajeżdżano co duchu z armatami, by je odprzodkować ku rzece.
Po chwili oba wojska nie były już więcej od siebie jak o tysiąc kroków. Dzieliło je tylko
błonie rozległe, środkiem którego płynęła rzeczka.
Chwila jeszcze i pierwsza smuga białego dymu wykwitła od strony pruskiej ku Polakom.
Bitwa była rozpoczęta. Pan hetman sam skoczył ku Kmicicowej wataże.
- Następuj, mości Babinicz! następuj w imię boże! ot, na tę ścianę!
I buławą wskazał błyszczący pułk rajtarii.
- Za mną! -skomenderował pan Andrzej.
I ścisnąwszy konia ostrogami, ruszył w skok z miejsca ku rzece. Nim jedno strzelenie z
łuku przebiegli, konie już wzięły pęd największy i biegły ze stulonymi uszami,
wyciągnięte jako charty. Jeźdźcy pochyleni na karkach, wyjąc, smagali jeszcze rumaki,
które już ziemi zdawały się nie tykać; tymże impetem wpadli w rzekę, która ich nie
wstrzymała, bo trafili na obszerny bród, zupełnie płytki i piaszczysty; dopadli drugiego
brzegu i skoczyli ławą dalej.
Widząc to pułk pancernej rajtarii ruszył ku nim, z początku stępą, potem rysią i nie
szedł prędzej, tylko gdy wataha zbliżyła się już na dwadzieścia kroków, rozległa się
komenda: Feuer! - i tysiące ramion, zbrojnych w pistolety, wyciągnęło się ku
nadbiegającym.
Wstęga dymu przeleciała z jednego końca szeregu w drugi, potem dwie ławy jeźdźców i koni
uderzyły o siebie z łoskotem. Konie wspięły się w pierwszym uderzeniu; nad głowami
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional