lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 848

Chorąży ruszył koniem i wyjechali na wzniesienie. Już też zorze były na niebie i
powietrze przesycało się złotym światłem, ale wedle rzeki, na drugim niskim brzegu,
leżała jeszcze mgła surowa. Oni, ukryci w krzach, patrzyli w ową mgłę rzednącą coraz
bardziej.
Na koniec o dwie staje odsłonił się w dolinie kwadratowy okop ziemny; wzrok Kmicica wpił
się weń z chciwością, lecz w pierwszej chwili dojrzał tylko mgliste zarysy namiotów,
wozów stojących w środku wzdłuż wałów. Płomienia ognisk nie było już widać, tylko dymy
podnosiły się wysokimi smugami ku niebu na znak pogody. Lecz w miarę jak mgła roztapiała
się coraz bardziej, mógł pan Babinicz z pomocą perspektywy odróżnić pozatykane na wałach
chorągwie: błękitne szwedzkie i żółte pruskie, następnie masy żołnierzy, działa i konie.
Naokoło była cisza, przerywana tylko szelestem krzów poruszanych przez powiew i wesołym
porannym czyrykaniem szarego ptactwa. Ale z obozu dochodził przytłumiony szum.
Widocznie nikt tam już nie spał, widocznie gotowano się do pochodu, bo w środku okopu
panował ruch niezwyczajny. Całe pułki przenosiły się z miejsca na miejsce, niektóre
wychodziły przed wały; około wozów panowała sroga krętanina. Staczano również armaty z
wałów.
- Nie może inaczej być, tylko się do pochodu gotują - rzekł Kmicic.
- Wszyscy jeńcy to zeznawali. Chcą się ze swoją piechotą połączyć. Nie spodziewają się
też, aby pan hetman mógł na nich nastąpić prędzej jak wieczorem, a choćby miał i
nastąpić, wolą bitwę w otwartym polu przyjąć niż onę piechotę pod nóż wydać.
- Ze dwie godzin upłynie, nim wyruszą, a za dwie godzin pan podskarbi tu będzie.
- Chwalić Boga ! -odrzekł chorąży.
- Poślijże waść jeszcze ludzi, by tam nie popasali za długo.
- Wedle rozkazu.
- A nie wysyłali jakich podjazdów na tę stronę rzeki?
- Na tę stronę ani jeden nie wyszedł. Wysłali, ale ku swojej piechocie, która od Ełku
nadciąga.
- Dobrze! - rzekł Kmicic.
I zjechał z pagórka, a przykazawszy podjazdowi taić się dalej w trzcinach, sam ruszył,
ile tchu w koniu, z powrotem do chorągwi.
Pan Gosiewski właśnie na koń siadał, gdy Babinicz nadjechał. Prędko opowiedział mu młody
rycerz, co widział i jaka jest pozycja okolicy; hetman wysłuchał relacji z wielkim
zadowoleniem i nie mieszkając chorągwie ruszył.
Ale tym razem poszła naprzód Babiniczowa wataha, za nią litewskie: więc Wojniłłowicza,
laudańska, własna pana hetmanowa, trzy księcia Michała Radziwiłła, Korsakowa i inne. Orda
pozostała za nimi, bo o to usilnie Hassun-bej prosił obawiając się, czy lud jego pierwsze
natarcie ciężkiej jazdy wytrzyma. Miał także i inne wyrachowanie.
Oto chciał, aby podczas gdy Litwa uderzy na czoło wojsk, on z Tatary mógł ogarnąć tabor,
w którym łupu najobfitszego się spodziewał. Pan hetman zezwolił, słusznie mniemając, że
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional