lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 843

- Służyłem i ja u Radziwiłła - rzekł Kmicic - ale się widokiem Bogusława nie skonfunduję.
Boże, Boże! toć Prostki niedaleko! Pomnij, Panie, że on i Twój nieprzyjaciel, bo heretyk,
któren nieraz prawdziwej Twej wierze bluźnił!
- I ojczyzny nieprzyjaciel ! - dodał Wołodyjowski. - Miejmy nadzieję, że jego termin się
zbliża. Pan Zagłoba to samo po owym ataku husarii prorokował, a mówił w żalu, we łzach,
jakoby natchniony. I przeklinał Bogusława tak, że aż słuchającym włosy w czuprynach
stawały. Książę Kazimierz Michał, który z nami przeciw nim ciągnie, widział też we śnie
dwie złote trąby, które Radziwiłłowie w tarczy noszą, pogryzione przez niedźwiedzia i
zaraz na drugi dzień powiadał: ?Albo mnie, albo którego z innych Radziwiłłów nieszczęście
spotka."
- Przez niedźwiedzia? - spytał blednąc Kmicic.
- Tak jest.
Twarz pana Andrzeja rozjaśniła się, jak gdyby na nią blask zórz porannych upadł, oczy
wzniósł do góry, ręce ku niebu wyciągnął i uroczystym głosem zawołał:
- Jaż w herbie mam niedźwiedzia. Chwała Ci, Panie, na wysokościach! Chwała Ci, Matko
Najświętsza!... Panie, Panie! nie jestem godzien tej łaski! Usłyszawszy to Wołodyjowski
wielce także się wzruszył, bo poznał zaraz, że w tym jest omen niebieski.
-. Jędrek! -zawołał- ściśnijże dla pewności przed bitwą nóżki Chrystusowi, a ja o
Sakowicza Go poproszę.
- Prostki! Prostki! -powtarzał jakby w gorączce Kmicic. - Kiedy ruszamy?
- Do dnia, a niedługo już świtać pocznie.
Kmicic zbliżył się do wybitego okienka chałupy, spojrzał w niebo i zawołał:
- Bledną już gwiazdy, bledną. Ave Maria...
Wtem rozległo się dalekie pianie koguta, a jednocześnie zabrzmiało ciche trąbienie przez
munsztuk. W kilka pacierzy później ruch począł się w całej wsi. Słychać było szczęk
żelaza, parskanie koni. Ciemne masy jazdy zbierały się na gościńcu.
Powietrze poczęło się nasycać światłem; blady blask jął srebrzyć groty włóczni, migotać
na gołych szablach, wydobywać z cienia wąsate, groźne twarze, hełmy, kołpaki, kapuzy,
tatarskie baranie czapki, tołuby, sajdaki. Wreszcie pochód z panem Kmicicem w przedniej
straży ruszył ku Prostkom ; wojska rozciągnęły się długim wężem po drodze i szły żywo.
Konie poczęły parskać okrutnie w pierwszych szeregach, za nimi inne na dobrą dla
żołnierzy wróżbę.
Białe tumany zakrywały jeszcze łąki i pola.
Naokół była cisza, jeno derkacze grały w zroszonych trawach.
tom III
Rozdział XXV
Dnia 6 września doszły wojska polskie do Wąsoszy i stanęły na odpoczynek, aby przed bitwą
konie i ludzie mogli sił nabrać. Postanowił pan podskarbi cztery albo pięć dni się tam
zatrzymać, ale wypadki pomieszały jego rachubę.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional