lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 839

skórze coraz bardziej poczynał myśleć, że z wojsk jego siła pod Warszawą legło, na
pozostałe rzuciły się choroby tak straszne, iż gorzej bitew je niszczą. Tymczasem zaś
Wielkopolanie, pragnąc za Ujście i wszystkie krzywdy zapłacić, najechali samą marchię
brandenburską, paląc, ścinając, wodę a ziemię zostawując. Wedle oficerów bliską była
godzina, w której elektor porzuci Szwedów, a z mocniejszym się połączy.
?Trzeba mu tedy przypiekać - pomyślał Kmicic - żeby prędzej to
uczynił."
I mając konie już wypoczęte a szczerby zapełnione, znów przekroczył Dospadę i jak duch
zniszczenia na osady niemieckie się rzucił.
Różne partie poszły za jego przykładem. Zastał obronę już słabszą, więc tym bardziej
dokazywał. Nowiny przychodziły coraz radośniejsze, tak radosne, że wierzyć w nie było
trudno.
Oto naprzód poczęto prawić, że Karol Gustaw, który po bitwie warszawskiej aż do Radomia
się posunął, cofa się teraz na złamanie szyi ku Prusom Królewskim. Co się stało? czemu
się cofa? - na to nie było czas jakiś odpowiedzi, aż wreszcie gruchnęło znów po
Rzeczypospolitej nazwisko pana Czarnieckiego. Zbił pod Lipcem, zbił pod Strzemesznem, pod
samą Rawą wyciął w pień tylną straż umykającego Karola, za czym dowiedziawszy się, iż dwa
tysiące rajtarii wraca z Krakowa, napadł na nią wstępnym bojem i ani zwiastuna klęski
żywcem nie puścił. Pułkownik Forgell, brat jenerała, czterech innych pułkowników, trzech
majorów, trzynastu rotmistrzów i dwudziestu trzech poruczników poszło w łyka. Inni
podawali liczbę podwójną, niektórzy twierdzili już w uniesieniu, że pod Warszawą nie
klęskę, ale zwycięstwo odniósł Jan Kazimierz, i że jego pochód w dół kraju był tylko
fortelem dla pogrążenia nieprzyjaciela.
Sam pan Kmicic tak począł myśleć, bo od pacholęcych lat przecież żołnierzem będąc,
rozumiał się na wojnie, a nigdy nie słyszało takim zwycięstwie, po którym by się
zwycięzcom gorzej dziać miało. A Szwedom widocznie było gorzej i właśnie od bitwy
warszawskiej.
Panu Andrzejowi przypomniały się wówczas słowa Zagłoby, gdy przy ostatnim widzeniu się
mówił, że wiktorie nie naprawią już szwedzkiej sprawy, zaś jedna walna przegrana może ich
zgubić.
?Kanclerska to głowa! - pomyślał Kmicic - która jakoby w księdze przyszłości umie czytać."
Tu przypomniały mu się i dalsze proroctwa pana Zagłoby, jako on, Kmicic alias Babinicz,
do Taurogów dojdzie, Oleńkę swoją odnajdzie, przebłaga, zaślubi i potomstwo z niej na
chwałę kraju wyprowadzi. Gdy sobie to wspomniał, ogień wstąpił mu w żyły; już i chwili
tracić nie chciał, jeno Prusaków i rzezi na czas zaniechać i do Taurogów lecieć.
Wtem w wilię wyjazdu przybył do niego szlachcic laudański spod chorągwi pana
Wołodyjowskiego z listem od małego rycerza.
?Idziemy z panem hetmanem polnym litewskim i księciem krajczym za Bogusławem i Waldekiem
- pisał pan Michał. - Połączże się z nami, bo pole do słusznej zemsty się znajdzie, a i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional