lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 781

Stosunki z Bogusławem były po prostu straszne, dlatego że nigdy nie było wiadomo, kiedy
nad dwornym kawalerem i przywykłym do panowania nad sobą dyplomatą weźmie górę dziki i
niepohamowany magnat depcący z okrucieństwem despoty wschodniego wszelki opór. Świetne
wychowanie, ogłada zdobyta na najpierwszych dworach europejskich, rozwaga, której nabrał
w stosunkach ludzkich, i wykwintność były jakby cudne a potężne kwiaty, pod którymi taił
się tygrys.
Lecz miecznik nie wiedział o tym i w zaślepieniu gniewnym krzyczał dalej:
- Wasza książęca mość nie udawaj dłużej, bo cię znają!... i bacz, że ni król szwedzki, ni
elektor, którym obum przeciw ojczyźnie służysz, ni twoje księstwo przed trybunałem cię
nie osłoni, a szable szlacheckie nauczą moresu... młodziku!...
Na to Bogusław wstał, w jednej chwili skruszył trzcinę w żelaznych rękach i cisnąwszy
drzazgi pod nogi miecznika, rzekł strasznym, przyciszonym głosem :
- Ot, mi wasze prawa! Ot, wasze trybunały! Ot, wasze przywileje!
- Gwałt okropny! -krzyknął miecznik.
- Milcz, szlachetko! - krzyknął książę - bo cię w proch zetrę!
I szedł ku niemu, by porwać zdumiałego szlachcica za pierś i rzucić nim o ścianę.
Wtem Billewiczówna stanęła między nimi.
- Co wasza książęca mość chcesz uczynić? - rzekła.
Książę zatrzymał się.
Ona zaś stała z rozdętymi nozdrzami, z płonącą twarzą i ogniem w oczach, jak gniewna
Minerwa. Pierś jej wzdymała się pod stanikiem, na kształt fali morskiej, i tak była cudna
w tym gniewie, że Bogusław zapatrzył się w nią, wszystkie żądze wypełzły mu na twarz,
jakoby węże w pieczarach duszy zamieszkałe.
Po chwili gniew jego przeszedł, przytomność wróciła, czas jakiś patrzył jeszcze w Oleńkę,
na koniec twarz mu złagodniała, skłonił głowę na piersi i rzekł :
- Przebacz, anielska panno!... Duszę mam pełną zgryzot a bólu, więc i sobą nie władnę.
To rzekłszy wyszedł z komnaty.
Wówczas Oleńka załamała ręce, a miecznik oprzytomniawszy chwycił się za czuprynę i
zakrzyknął:
- Jam to popsował wszystko, jam przyczyną twej zguby!
Książę nie pokazał się przez cały dzień. Obiadował nawet u siebie, samowtór z panem
Sakowiczem. Wzburzony do dna duszy, nie mógł myśleć tak jasno jak zwykle. Trawiła go
jakaś gorączka. Była to zapowiedź ciężkiej febry, która miała go niebawem uchwycić z taką
siłą, że w czasie jej napadów drętwiał zupełnie, tak iż musiano go rozcierać. Ale on
przypisywał w tej chwili stan swój nadzwyczajnej sile miłości i rozumował, że albo musi
ją zaspokoić, albo umrze.
Tymczasem, opowiedziawszy Sakowiczowi całą rozmowę z miecznikiem, tak mówił:
- Ręce i nogi mnie palą, mrowie chodzi po krzyżach, w gębie czuję gorycz i ogień. A! do
wszystkich rogatych diabłów, co to jest?... Nigdy mi się to nie trafiało!...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional