lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 774

- Czy prawda?... czy prawdę książę powiedział, iż mu się pan Kmicic ofiarował na osobę
króla polskiego targnąć?...
- Nie wiem, pani... Wiadomo mi jeno, iż się w Pilwiszkach ze sobą naradzali, za czym
książę odjechał z nim w lasy i tak długo nie wracał, że Paterson począł się bać i wysłał
wojsko na spotkanie. Ja właśnie prowadziłem ten oddział. Spotkaliśmy księcia, gdy już
wracał. Uważałem, że był zalterowan bardzo, jakby wielkie wzruszenie duszy przebył.
Rozmawiał też sam ze sobą, co mu się nigdy nie zdarza. Słyszałem też, jako rzekł: ?Diabeł
by się na to porwał..." Zresztą nic więcej nie wiem... Jeno później, gdy książę wspominał
o tym, z czym mu się pan Kmicic ofiarował, pomyślałem sobie: jeśli to było, to wtedy być
musiało.
Billewiczówna zacisnęła wargi.
- Dziękuję -rzekła.
I po chwili została sama:
Myśl ucieczki opanowała ją zupełnie. Za wszelką cenę postanowiła wyrwać się z tych
ohydnych miejsc i spod władzy tego zdradzieckiego księcia. Ale dokąd się udać? Wsie i
miasta były w ręku szwedzkim, klasztory poburzone, zamki zrównane z ziemią, kraj cały
roił się od żołdaków i od straszniejszych od nich zbiegów wojskowych, zbójców, wszelkiego
rodzaju łotrzyków. Jakiż los mógł czekać dziewczynę rzuconą na pastwę tej burzy? Kto z
nią pójdzie? Ciotka Kulwiecówna, pan miecznik rosieński i kilkunastu jego czeladzi. A
czyż siły te ochronią ją?... Poszedłby może i Ketling, może by nawet znalazł garść
wiernych żołnierzy i przyjaciół, którzy by chcieli mu towarzyszyć, lecz Ketling kochał
się w niej zbyt widocznie, więc jakże jej było zaciągać u niego dług wdzięczności, który
by zbyt wielką ceną spłacać następnie przyszło? Wreszcie, jakież miała prawo zamykać los
temu młodzieńcowi, ledwie wyrosłemu z pacholęcia, i narażać go na pościg, na zgubę,
jeżeli nie mogła nic mu w zamian prócz przyjaźni ofiarować. Więc pytała sama siebie: co
czynić, dokąd uciekać, gdyż tu i tam groziła zguba, tu i tam hańba.
W takiej rozterce dusznej poczęła modlić się gorąco, a szczególniej powtarzała gorliwie
jedną modlitwę, do której swego czasu stary pułkownik zawsze się w złych terminach
uciekał, zaczynającą się od słów:
Bóg cię z dzieciątkiem salwował
Od Herodowej złości,
W Egipcie drogi prostował
Dla Twojej przezpieczności...
Tymczasem powstał wicher mocny i drzewa poczęły w sadzie za oknami szumieć okrutnie.
Nagle przypomniały się zamodlonej panience puszcze, na których skraju wychowała się od
małego, i myśl, że w puszczach znajdzie się jedyne bezpieczne schronisko, przeleciała jej
jako błyskawica przez głowę.
Więc odetchnęła głęboko Oleńka, bo znalazła wreszcie, czego szukała. Tak jest! Do
Zielonki, do Rogowskiej! Tam nieprzyjaciel nie pójdzie, łotrzyk nie będzie łupu szukał.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional