lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 757

broniły się jeszcze tu i owdzie, odbijając mdlejącymi rękoma wściekłe razy szturmujących.
Krew zalewała im twarze, oczy zachodziły ciemnością, niejeden osunął się już na kolana, a
jeszcze walczył; parci ze wszystkich stron, duszeni przez tłum przeciwników, umierali w
milczeniu Skandynawowie, zgodnie ze swą sławą, jak na żołnierzy przystało. Kamienne
figury bóstw i dawnych bohaterów, zbryzgane krwią, patrzyły martwą źrenicą na tę śmierć.
Roch Kowalski szalał głównie na górze, pan Zagłoba zaś rzucił się ze swoim oddziałem na
tarasy i wysiekłszy broniących się tam piechurów wpadł z tarasów do owych cudnych sadów,
w całej Europie sławnych. Drzewa były już w nich wycięte, kosztowne krzewy poniszczone
przez polskie kule, fontanny pogruchotane, ziemia poorana przez granaty, słowem, wszędy
pustka i zniszczenie, choć Szwedzi nie przykładali do niego swej drapieżnej ręki, przez
wzgląd na osobę Radziejowskiego. Obecnie bój i tam zawrzał srogi, lecz trwał tylko
chwilę, bo już słaby dawali opór Szwedzi. Toż wycięto ich pod osobistym pana Zagłoby
dowództwem, za czym żołnierze rozbiegli się po sadach i całym pałacu za zdobyczą.
A pan Zagłoba udał się aż na koniec sadu, w miejsce, gdzie mury tworzyły potężny ?anguł"
i gdzie nie dochodziło słońce, chciał bowiem groźny rycerz odetchnąć nieco i z potu
uznojone czoło obetrzeć. Nagle spojrzał i spostrzegł dziwaczne jakieś monstra, które na
niego zza kraty żelaznej klatki złowrogo patrzyły.
Klatka była wszczepiona w kąt murów, tak że kule padające od zewnątrz nie mogły jej
dosięgnąć. Drzwi do niej szeroko były otwarte, lecz owe wychudłe i szkaradne istoty nie
myślały z tego korzystać; owszem, przerażone widocznie zgiełkiem, świstem kul i srogą
rzezią, na którą przed chwilą patrzyły, zacisnęły się w kąt klatki i poukrywane w słomę,
jeno mruczeniem oznajmiały swój przestrach.
- Simiae czy diabły? - rzekł do siebie pan Zagłoba.
Nagle gniew go uchwycił, męstwo wezbrało mu w piersi i podniósłszy szablę wpadł do klatki.
Popłoch okropny odpowiedział pierwszemu ciosowi jego miecza. Małpy, z którymi żołnierze
szwedzcy dobrze się obchodzili i które ze swych
szczupłych racyj karmili, bo ich bawiły, wpadły w tak okropne przerażenie, że je szał
ogarnął po prostu, a ponieważ pan Zagłoba zastąpił im ode drzwi, poczęły w susach
nadprzyrodzonych rzucać się po klatce, czepiać się ścian, pułapu, wrzeszczeć, zgrzytać,
na koniec jedna skoczyła w obłędzie panu Zagłobie na kark i chwyciwszy go za głowę
przywarła doń z całej siły. Druga przyczepiła mu się do prawego ramienia, trzecia od
przodu chwyciła za szyję, czwarta uwiesiła się u zawiązanych z tyłu wylotów, on zaś
przyduszon, spocony, próżno się miotał, próżno w tył zadawał ślepe razy, samemu wkrótce
zabrakło oddechu. oczy mu na wierzch wyszły i rozpaczliwym głosem krzyczeć począł:
- Mości panowie! ratujcie!
Wrzaski zwabiły kilkunastu towarzystwa, którzy nie mogąc rozeznać, co się dzieje, biegli
w pomoc z dymiącymi od krwi szablami, lecz nagle stanęli w zdumieniu, spojrzeli po sobie
i jakby pod wpływem czarów ryknęli jednym ogromnym śmiechem. Nadbiegło więcej żołnierzy,
tłum cały, lecz śmiech, jak zaraza, udzielił się wszystkim. Więc taczali się jak pijani,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional