lektory on-line

Krzyżacy - Strona 75

ten rycerski zakład i niechaj zda się na sąd Boży!
To rzekłszy, rzucił przed nich rycerską rękawicę, która upadła na podłogę, oni zaś stali
w głuchym milczeniu, bo choć niejeden z nich rad by był wyszczerbić miecz na krzyżackim
karku, jednakże bali się sądu Bożego. Nikomu nie było tajno, że Jurand wyraźnie
oświadczył, iż nie rycerze zakonni porwali mu dziecko, każdy przeto w duszy myślał, że
jest słuszność, a zatem będzie i zwycięstwo po stronie Rotgiera.
Ów zaś uzuchwalił się tym bardziej i wsparłszy się w boki, zapytał:
- Jest-li taki, któren by podniósł tę rękawicę? A wtem jakiś rycerz, którego wejścia
poprzednio nikt nie zauważył i który od niejakiego czasu słuchał przy drzwiach rozmowy,
wystąpił na środek, podniósł rękawicę i rzekł:
- Jam ci jest!
I powiedziawszy to, rzucił swoją prosto w twarz Rotgiera, po czym jął mówić głosem, który
wśród powszechnego milczenia rozlegał się jak grzmot po sali:
- Wobec Boga, wobec dostojnego księcia i wszystkiego zacnego rycerstwa tej ziemi mówię
ci, Krzyżaku, że szczekasz jako pies przeciw sprawiedliwości a prawdzie - i pozywam cię w
szranki na walkę pieszą alibo konną, na kopie, na topory, na krótkie alibo długie miecze
- i nie na niewolę, jeno do ostatniego tchnienia, na śmierć!
W sali można by było usłyszeć przelatującą muchę. Wszystkie oczy zwróciły się na Rotgiera
i na wyzywającego rycerza, którego nikt nie poznał, albowiem na głowie miał hełm,
wprawdzie bez przyłbicy, ale z kolistym okapem schodzącym niżej uszu, który zakrywał
zupełnie górną część twarzy, na dolną zaś rzucał cień głęboki. Krzyżak nie mniej był
zdumiony od wszystkich. Pomieszanie, bladość i wściekły gniew mignęły mu tak po twarzy,
jak błyskawica miga po nocnym niebie. Schwycił dłonią łosiową rękawicę, która obsunąwszy
mu się z oblicza, zahaczyła na końcu naramiennika, i zapytał:
- Ktoś jest, który wyzywasz sprawiedliwość boską? A ów odpiął sprzączkę pod brodą, zdjął
hełm, spod którego ukazała się jasna, młoda głowa, i rzekł:
- Zbyszko z Bogdańca, mąż Jurandowej córki. Zdziwili się wszyscy i Rotgier wraz z innymi,
gdyż nikt z nich prócz obojga księstwa, ojca Wyszońka i de Lorchego nie wiedział o ślubie
Danusi, Krzyżacy zaś byli pewni, że prócz ojca nie ma Jurandówna innego przyrodzonego
obrońcy, lecz w tej chwili wystąpił pan de Lorche i rzekł:
- Na moją rycerską cześć poświadczam prawdę słów jego; kto by zaś śmiał wątpić, oto moja
rękojmia.
Rotgier, który nie znał, co to trwoga, i w którym serce burzyło się w tej chwili gniewem,
byłby może podniósł i tę rękawicę, ale wspomniawszy, że ten, który ją rzucił, był sam
przez się możnym panem, a w dodatku krewnym hrabiego Geldrii, powstrzymał się, uczynił
zaś tak tym bardziej, że sam książę wstał i zmarszczywszy brwi, rzekł:
- Nie wolno tej rękojmi podnosić, albowiem i ja poświadczam, jako prawdę powiedział ów
rycerz.
Krzyżak, usłyszawszy to, skłonił się, po czym rzekł do Zbyszka:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional