lektory on-line

Faraon - Strona 75

obchodzi!... - oburzył się widząc że nawet straszne posądzenie o szpiegostwo nie zamąciło
spokoju Chetyjczyka.
- Asarhadonie - rzekł po chwili gość - powierzyłem ci siebie i mój majątek. Pomyśl więc,
aby mi oddano wory i skrzynię, gdyż w przeciwnym razie zaskarżę cię do tego samego
dziesiętnika, który zjada gęś przeznaczoną dla ciebie.
- No... więc pozwól, abym wypłacił złodziejom tylko piętnaście procent wartości twoich
rzeczy - zawołał gospodarz.
- Nie masz prawa płacić.
- Daj im choć trzydzieści drachm...
- Ani utena.
- Daj biedakom choćby dziesięć drachm...
- Idź w pokoju, Asarhadonie, i proś bogów, ażeby ci rozum przywrócili - odparł podróżny,
zawsze z tym samym spokojem.
Gospodarz zerwał się z poduszek sapiąc z gniewu. "To gadzina!... - myślał. - On nie tylko
po dług przyjechał... On tu jeszcze zrobi jakiś interes... Serce mówi mi, że to musi być
bogaty kupiec, a może nawet restaurator, który, do spółki z kapłanami i sędziami, otworzy
mi gdzie pod bokiem drugi zajazd... Bodaj cię pierwej spalił ogień niebieski!... bodaj
cię trąd stoczył!.. Skąpiec, oszust, złodziej, na którym uczciwy człowiek nic nie
zarobi..."
Jeszcze zacny Asarhadon nie zdążył uspokoić się z gniewu, gdy na ulicy rozległy się
odgłosy fletu i bębenka, a po chwili na podwórze wbiegły cztery prawie nagie tancerki.
Tragarze i marynarze powitali je okrzykami radości, a nawet poważni kupcy spod galerii
zaczęli przyglądać się ciekawie i robić uwagi nad ich pięknością. Tancerki ruchem rąk i
uśmiechami powitały obecnych. Jedna zaczęła grać na podwójnym flecie, druga wtórowała jej
na bębenku, a dwie najmłodsze tańczyły dokoła podwórka w taki sposób, że prawie nie było
gościa, którego by nie zaczepiły ich muślinowe szale.
Pijący zaczęli śpiewać, krzyczeć i zapraszać do siebie tancerki, a między pospólstwem
wyniknęła zwada, którą jednak dozorcy łatwo uspokoili podniósłszy do góry swoje trzciny.
Tylko jakiś Libijczyk, rozdrażniony widokiem kija, wydobył nóż; ale dwaj Murzyni
schwycili go za ręce, zabrali mu kilka miedzianych pierścionków, jako należność za jadło,
i wyrzucili go na ulicę. Tymczasem jedna tancerka została z marynarzami, dwie poszły
między kupców, którzy ofiarowali im wino i ciastka, a najstarsza zaczęła obchodzić stoły
i kwestować.
- Na świątynią boskiej Izydy!... - wołała. -Składajcie, pobożni cudzoziemcy, na świątynią
Izydy, bogini, która opiekuje się wszelkim stworzeniem... Im więcej dacie, tym więcej
otrzymacie szczęścia i błogosławieństw... Na świątynią matki Izydy!...
Rzucano jej na bębenek kłębki miedzianego drutu, niekiedy ziarnko złota. Jeden kupiec
zapytał: czy można ją odwiedzić? na co z uśmiechem skinęła głową. Gdy weszła do frontowej
galerii, harrańczyk Phut sięgnął do skórzanego worka i wydobył złoty pierścień mówiąc:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional