lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 733

stroić, w czasie zaś ubierania tak mówił do towarzyszów:
- Dziś jest uczta na cześć króla jegomości; jutro będzie na cześć ichmościów panów
hetmanów koronnych i tak aż do końca oblężenia.
- Niech jeno król nadciągnie, skończy się to - odpowiedział Wołodyjowski - bo chociaż i
nasz pan miłościwy lubi się także wewszelakim frasunku pocieszyć, ale przecie służba musi
pójść pilniej, ile że każdy, a między innymi i pan Sapieha, będzie się starał gorliwość
swoją okazać.
- Za dużo tego, za dużo! nie ma i gadania! - rzekł Jan Skrzetuski. - Czy wam to
niedziwno, że tak przezorny i pracowity wódz, tak cnotliwy człowiek, tak godny obywatel
ma tę słabość?
- Niech jeno wieczór się uczyni, inny to zaraz człowiek i z wielkiego hetmana w hulakę
się przemienia.
- A wiecie, czemu mi tak uczty nie w smak? - ozwał się Kmicic. - Bo i Janusz Radziwiłł
miał ten zwyczaj, że je co wieczora wyprawiał. Imainujcie sobie, że się tak jakoś dziwnie
składało, że co uczta, to się albo nieszczęście jakoweś trafiało, albo zła nowina spadła,
albo się nowa hetmańska zdrada wykrywała. Nie wiem, czyli ślepy traf, czyli zrządzenie
boskie, dość, że zło nigdy nie przychodziło kiedy indziej, jeno w czasie uczty. To mówię
wam, że w końcu do tego doszło, że jak tylko do stołów nakrywali, to aż skóra na nas
cierpła.
- Prawda, jak mi Bóg miły! - rzekł Charłamp. - Ale było to i z tego, że książę hetman
zawsze tę porę do promulgowania swych praktyk z nieprzyjacielem ojczyzny wybierał.
- No! - ozwał się Zagłoba. - Przynajmniej ze strony poczciwego Sapia nie mamy się czego
obawiać. Jeśli on kiedy zdradzi, to ja tyle wart, co wichtarze u moich butów.
- 0 tym i nie ma mowy! Zacny to pan jako chleb bez zakalca ! - zawołał Wołodyjowski.
- A co wieczorem zaniedba, to w dzień naprawi - dodał Charłamp.
- To już wreszcie chodźmy - rzekł Zagłoba - bo prawdę rzekłszy, vacuum w brzuchu czuję.
Wyszli, siedli na konie i pojechali, gdyż pan Sapieha stał w innej stronie za miastem i
było dość daleko. Przybywszy przed hetmańską kwaterę znaleźli już mnóstwo koni na
podwórcu i ścisk trzymających je pachołków, dla których też stała kufa piwa na majdanie,
a którzy jako zwykle, pijąc bez miary, zaczęli się już wadzić przy niej; uciszyli się
jednak na widok nadjeżdżających rycerzy, zwłaszcza że pan Zagłoba począł okładać płazem
tych, którzy mu na drodze stali, wołając stentorowym głosem:
- Do koni, hultaje! do koni! Nie was tu na ucztę proszono!
Pan Sapieha przyjął towarzyszów, jak zwykle, z otwartymi rękoma, a że był sobie już nieco
podchmielił przepijając do gości, począł się zaraz z Zagłobą przekomarzać.
- Czołem, panie regimentarzu! - rzekł mu.
- Czołem, panie kiper - odparł Zagłoba.
- Kiedy mnie kiprem zowiesz, to ei dam takiego wina, które jeszcze robi!
- Byle nie takiego, które z hetmana robi bibosza!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional