lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 728

pocieszymy.
- Dobrze - rzekł hetman - a ja pójdę listy ekspediować.
I wyszedł.
Zaraz potem wpuszczono deputację lubelską; którą pan Zagłoba przyjął z nadzwyczajną
powagą i godnością, a pomoc przyrzekł pod warunkiem, że wojsko prowiantami, zwłaszcza zaś
wszelakim napitkiem obeślą. Po czym zaprosił ich imieniem wojewodzińskim na wieczerzę.
Oni radzi byli, bo wojska tejże jeszcze nocy ruszyły ku Lublinowi. Sam pan hetman pilił
niezmiernie, bo mu chodziło o to, ażeby jakowąś przewagą wojenną pamięć sandomierskiej
konfuzji zatrzeć.
Rozpoczęło się więc oblężenie, ale szło dość marudnie. Przez cały ten czas Kmicic uczył
się u pana Wołodyjowskiego szablą robić i postępy czynił nadzwyczajne. Pan Michał też
wiedząc, że to na Bogusławową szyję nauka, żadnych sekretów swej sztuki mu nie ukrywał.
Często też miewali i lepszą praktykę; chodzili bowiem pod zamek wyzywać Szwedów na rękę,
których wielu usiekli. Wkrótce Kmicic do tego doszedł, że z Janem Skrzetuskim mógł się na
równi potykać, nikt zaś w całym wojsku Sapieżyńskim nie zdołał mu dotrzymać. Wówczas taka
chęć zmierzenia się z Bogusławem opanowała mu duszę, iż ledwie mógł wysiedzieć pod
Lublinem, zwłaszcza że wiosna wróciła mu siły i zdrowie.
Rany pogoiły mu się wszystkie, przestał pluć krwią, krew grała w nim po dawnemu i ogień
tryskał z oczu. Spoglądali na niego z początku spode łba laudańscy ludzie, lecz nie
śmieli nastawać, bo Wołodyjowski trzymał ich żelazną ręką, później też, patrząc na jego
postępki i uczynki, pogodzili się z nim zupełnie, i sam najzacieklejszy jego wróg, Józwa
Butrym, mawiał:
- Umarł Kmicic, żywie Babinicz, a ten niech żywie!
Załoga lubelska poddała się wreszcie ku wielkiej uciesze wojska, za czym ruszył pan
Sapieha chorągwie ku Warszawie. Po drodze odebrał wiadomość, że sam Jan Kazimierz wraz z
hetmanami i nowym wojskiem przyjdzie mu w pomoc. Nadeszły też wieści i od Czarnieckiego,
któren także z Wielkopolski ku stolicy zdążał. Wojna, rozproszona po całym kraju, skupiła
się tak pod Warszawą, jako chmury rozproszone po niebieskim sklepie skupiają się i łączą,
aby zrodzić burzę, grzmoty i błyskawice.
Szedł pan Sapieha na Źelechów, Garwolin i Mińsk do siedleckiego traktu, aby się w Mińsku
z pospolitym ruszeniem podlaskim połączyć. Jan Skrzetuski objął nad ową chasą komendę, bo
chociaż w województwie lubelskim mieszkał, ale że blisko granicy Podlasia, więc znany był
wszystkiej szlachcie i wielce przez nią ceniony, jako jeden z najznamienitszych w
Rzeczypospolitej rycerzy. Jakoż wprędce potrafił on zmienić bitną z natury tamtejszą
szlachtę na chorągwie, w niczym komputowemu wojsku nie ustępujące. Tymczasem zaś szli z
Mińska ku Warszawie bardzo spiesznie, aby jednym dniem pod Pragą stanąć. Pogoda sprzyjała
pochodowi. Od czasu do czasu przelatywały majowe deszczyki chłodząc ziemię i tłumiąc
kurzawę, ale w ogóle czas był cudny, ni zbyt gorący, ni zbyt zimny. Wzrok biegł daleko w
przeźroczystym powietrzu. Z Mińska szły wojska komunikiem, wozy bowiem i działa miały
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional