lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 721

mokro... Nie wiem już, co woda, a co mój własny pot, a co krew szwedzka... Jeślim ja się
spodziewał.. że.. kiedy w życiu tylu tych szelmów narżnę, tom niewart być podogoniem przy
kulbace... Największa wiktoria w tej wojnie... Ale do wody nie będę drugi raz skakał...
Nie jedz, nie pij, nie śpij, a potem kąpiel... Dość mi na stare lata... Ręka mi
zemdlała... Już mnie parala ima... Gorżałki, na miły Bóg!...
Słysząc to pan Czarniecki i widząc wiekowego męża istotnie całkiem pokrytego krwią
nieprzyjacielską, ulitował się nad wiekiem i podał mu własną manierkę.
Zagłoba przechylił ją do ust i po chwili oddał próżną, po czym rzekł:
- Tylem się wody w Pilicy ożłopał, że rychło patrzeć, jak mi się ryby w brzuchu wylęgną,
ale to lepsze od wody.
- A przebierz się waść w inne szaty, choćby i szwedzkie - rzekł pan kasztelan.
- Ja wujowi grubego Szweda poszukam ! - ozwał się Roch.
- Po co z trupa mam pokrwawione kłaść - odrzekł Zagłoba. - Ściągnij no wszystko do
koszuli z tego jenerała, któregom w jasyr wziął.
- Toś waść wziął jenerała? - spytał żywo pan Czarniecki.
- Kogom nie wziął, czegom nie dokonał! - odpowiedział Zagłoba.
Wtem pan Wołodyjowski odzyskał mowę:
- Wzięt przez nas młodszy margrabia Adolf, hrabia Falkenstein, jenerał Węgier, jenerał
Poter, Benzy, nie licząc pomniejszych oficerów.
- A margrabia Fryderyk? - spytał Czarniecki.
- Jeśli tu nie leży. to uszedł w lasy, ale jeśli uszedł, to go chłopi zabiją!
Pan Wołodyjowski omylił się w swych przewidywaniach. Margrabia Fryderyk wraz z grafem
Szlipenbachem i Ehrensheinem błądząc lasami dotarli nocą do Czerska; tam przesiedziawszy
w ruinach zamku trzy dni o chłodzie i głodzie, powędrowali nocą do Warszawy. Nie
uchroniło ich to później przed niewolą, na ten raz jednak ocaleli.
Noc już była, gdy pan Czarniecki zjechał ku Warce z pobojowiska. Była to może najweselsza
noc w jego życiu, tak wielkiej bowiem klęski nie ponieśli dotąd Szwedzi od początku
wojny. Wszystkie działa, wszystkie chorągwie, wszystka starszyzna, prócz naczelnego
wodza, była wzięta. Armia zniesiona do szczętu; rozegnane na cztery wiatry małe jej
resztki musiały paść ofiarą kup chłopskich. Lecz pokazało się jeszcze przy tym, że owi
Szwedzi, którzy sami za niezwyciężonych w otwartym polu się mieli, nie mogą właśnie w
otwartym polu mierzyć się z regularnymi polskimi chorągwiami. Rozumiał wreszcie pan
Czarniecki, jak potężny skutek to zwycięstwo w całej Rzeczypospolitej wywrze, jak
podniesie ducha, jaki rozbudzi zapał; widział już całą Rzeczpospolitą w niedalekiej
przyszłości od ucisku uwolnioną, tryumfującą... Może i złocistą wielkohetmańską buławę
widział oczyma duszy na niebie.
Wolno mu było o niej marzyć, bo szedł ku niej jak prawy żołnierz, jak obrońca ojczyzny, i
był z takich, którzy nie powstają ani z soli, ani z roli, jeno z tego, co ich boli.
Tymczasem ledwie całą duszą mógł objąć tę radość, która na niego spłynęła, więc zwrócił
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional