lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 73

mi waćpana, bom o tobie jako o sławnym żołnierzu słyszał. Dlatego ostatni raz mówię:
zaniechaj mnie! Nie znamy się... po co mamy sobie w drogę wchodzić? Czemu na mnie
nastajesz?... Dziewka testamentem mi przynależy, jako i ta majętność, i Bóg widzi, swego
tylko dochodzę...
Prawda jest, żem szlachtę w Wołmontowiczach wysiekł, ale niechże Bóg sądzi, kto tu
pierwej został skrzywdzony. Swawolnicy byli moi oficyjerowie czy nie swawolnicy, mniejsza
z tym, dość że tu nikomu zła nie uczynili, a wybito ich do nogi jako psów wściekłych za
to, że z dziewczętami w karczmie chcieli potańczyć. Niechże będzie krew za krew! Potem mi
i żołnierzy wysieczono. Na rany boskie zaprzysięgnę, żem tu bez złych chęci w te strony
przyjechał, a jakże mnie tu przyjęto?... Ale niech będzie krzywda za krzywdę. Jeszcze
swego dołożę, szkody nagrodzę... po sąsiedzku. Lepiej wolę tak jak inaczej...
- A jacyż to ludzie z waćpanem teraz przyszli? Skądże wziąłeś tych pomocników? - pytał
pan Wołodyjowski.
- Skąd wziąłem, to wziąłem. Nie przeciw ojczyźnie ich zaciągnąłem, ale by prywaty swojej
dochodzić.
- Takiś to?... Więc dla prywaty z nieprzyjacielem się połączyłeś ? A czymże mu za onę
usługę zapłacisz, jeśli nie zdradą?... Nie, bratku, nie przeszkadzałbym ja ci układać się
z tą szlachtą, ale wezwać nieprzyjaciela w pomoc inna rzecz. Nie wykręcisz się sianem.
Stawaj no teraz, stawaj, bo wiem, że cię tchórz oblatuje, choć się za orszańskiego
mistrza podajesz.
- Chciałeś! -rzekł Kmicic stając w pozycji.
Ale pan Wołodyjowski nie spieszył się i nie wydobywając jeszcze szabli, obejrzał się
naokoło po niebie. Świtało już. Na wschodzie pierwsza złota i błękitna wstążka
rozciągnęła się świetlistym pasmem, na podwórzu jednak dość było jeszcze ciemno,
zwłaszcza zaś przed domem mrok panował zupełny.
- Dobrze się dzień zaczyna - rzekł pan Wołodyjowski - ale słońce nieprędko jeszcze
wejdzie. Może waść życzysz, żeby nam poświecili?
- Wszystko mi jedno.
- Mości panowie! - zawołał pan Wołodyjowski zwracając się do szlachty - a skoczyć no po
wiechetki i po łuczywo, będzie nam jaśniej w tym orszańskim tańcu.
Szlachta, której żartobliwy ton młodego pułkownika dziwnie dodawał otuchy, kopnęła się
raźnie ku kuchni; niektórzy poczęli zbierać podeptane w czasie bitwy pochodnie i po
niejakim czasie blisko pięćdziesiąt czerwonych płomieni zamigotało w bladym mroku
porannym. Pan Wołodyjowski ukazał je szablą Kmicicowi.
- Patrz waść, istny kondukt!
A Kmicic odparł od razu:
- Pułkownika chowają, to i pompa być musi !
- Srogi smok z waści!...
Tymczasem szlachta zatoczyła w milczeniu krąg naokół rycerzy; wszyscy podnieśli zapalone
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional