lektory on-line

Faraon - Strona 72

W tym ludzkim potoku, który płynął, roztrącał się, sprzedawał i kupował krzycząc
rozmaitymi głosami, wyróżniali się policjanci. Każdy miał brunatną koszulę do kolan, gołe
nogi, fartuszek w niebieskie i czerwone pasy, krótki miecz przy boku i potężny kij w
garści. Urzędnik ten spacerował po chodniku, niekiedy porozumiewał się ze swoim kolegą,
najczęściej jednak stawał na przydrożnym kamieniu, ażeby lepiej ogarnąć tłum przelewający
się u stóp jego.
Wobec takiej czujności złodzieje uliczni musieli działać bardzo roztropnie. Zwykle dwaj
rozpoczynali między sobą bitwę, a gdy zebrał się tłum i policjanci okładali kijami
zarówno swarzących się, jak i widzów, inni towarzysze kunsztu - kradli.
Prawie we środku ulicy stał zajazd Fenicjanina z Tyru, Asarhadona, w którym dla
łatwiejszej kontroli byli obowiązani mieszkać wszyscy przyjeżdżający spoza granic Egiptu.
Był to wielki dom kwadratowy, z każdego boku miał po kilkanaście okien i nie stykał się z
innymi, więc można było obchodzić go i podglądać ze wszystkich stron. Nad główną bramą
wisiał model okrętu, na frontowej ścianie były obrazy przedstawiające jego świątobliwość
Ramzesa XII, jak składa bogom ofiary lub roztacza opiekę nad cudzoziemcami, między
którymi Fenicjanie odznaczali się dużym wzrostem i mocno czerwoną barwą.
Okna były wąskie, zawsze otwarte i tylko w miarę potrzeby zasłaniane roletami z płótna
lub kolorowych pręcików. Mieszkania gospodarza i podróżnych zajmowały trzy piętra, na
dole mieściła się winiarnia i restauracja. Marynarze, tragarze, rzemieślnicy i w ogóle
ubożsi podróżni jedli i pili w podwórku, które miało mozaikową posadzkę i płócienne dachy
rozwieszone na słupkach, ażeby wszystkich gości można było mieć na oku. Zamożniejsi zaś i
lepiej urodzeni ucztowali w galerii otaczającej podwórko.
W podwórzu zasiadano na ziemi, przy kamieniach zastępujących miejsce stołów. W galeriach,
gdzie było chłodniej, znajdowały się stoliki, ławki i krzesła, nawet niskie z poduszek
sofy, na których można było drzemać.
W każdej galerii był wielki stół założony chlebem, mięsiwem, rybami i owocami tudzież
kilkugarncowe gliniane stągwie z piwem, winem i wodą. Murzyni i Murzynki roznosili
gościom potrawy, usuwali stągwie próżne, dźwigali z piwnic pełne, a czuwający nad stołami
pisarze skrupulatnie zapisywali każdy kawałek chleba, każdą główkę czosnku i kubek wody.
Na środku podwórza, na wzniesieniu, stali dwaj dozorcy z kijami, którzy z jednej strony
mieli oko na służbę i pisarzy, z drugiej - przy pomocy kija - łagodzili spory między
uboższymi gośćmi różnych narodów. Dzięki temu urządzeniu kradzieże i bitwy trafiały się
rzadko; częściej nawet w galeriach aniżeli na podwórku.
Sam gospodarz zajazdu, sławetny Asarhadon, człowiek przeszło pięćdziesięcioletni,
szpakowaty, ubrany w długą koszulę i muślinową narzutkę, chodził między gośćmi, aby
dojrzeć, czy każdy ma, czego potrzebuje.
- Jedzcie i pijcie, synowie moi - mówił do greckich marynarzy - bo takiej wieprzowiny i
piwa nie ma na całym świecie. Słyszę, pobiła was burza około Rafii?... Powinniście bogom
hojną złożyć ofiarę, że was ocalili!... W Memfis przez całe życie można nie widzieć
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional