lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 702

- Rochu, bywaj! -wołał Zagłoba, któren w nagłych razach lubił mieć siostrzana przy sobie.
Lecz Rocha nie było w namiocie.
Wybiegli więc na majdan. Tłumy już były przed namiotami i wszyscy dążyli nad rzekę; po
drugiej bowiem stronie widać było błyskawice ognia i huk rozlegał się coraz większy.
- Co się stało? co się dzieje? - pytano straży porozstawianych licznie nad brzegiem.
Lecz straże nic nie widziały. Jeden z żołnierzy opowiadał, iż słyszał coś, jakby plusk
fali, lecz że mgła wisiała nad wodą, więc nie mógł nic dostrzec, nie chciał zaś za byle
odgłosem alarmować obozu.
Zagłoba, wysłuchawszy relacji, chwycił się za głowę z desperacji.
- Roch pojechał do Szwedów! Mówił, że straż chce porwać!
- Dla Boga! Może to być! - zawołał Kmicic.
- Ustrzelą mi chłopa, jak Bóg na niebie! - desperował dalej Zagłoba.-Mości panowie, czy
nie ma żadnego ratunku Panie Jezu! chłop jak złoto najszczersze! Nie masz takiego
drugiego w obu wojskach. Co mu do głupiego łba strzeliło?!... Matko Boża, ratujże go w
tej toni!...
- Może przypłynie, mgła sroga! Nie obaczą go!
- Będę tu czekał choćby do rana. Matko Boża! Matko Boża!
Tymczasem strzały po przeciwnym brzegu poczęły się uspokajać, światła gasły stopniowo i
po godzinie zapanowało głuche milczenie. Zagłoba chodził nad brzegiem rzeki jako kura,
która kaczęta wodzi, i wyrywał sobie resztki włosów z czupryny, lecz próżno czekał,
próżno desperował. Ranek ubielił rzekę, wreszcie słońce zeszło, a Roch nie wracał.
tom III
Rozdział VIII
Nazajutrz dzień pan Zagłoba ciągle w desperacji trwając udał się do pana Czarnieckiego z
prośbą, aby posłał do Szwedów obaczyć, co się z Rochem przygodziło; żywli czy w niewoli
jęczy, czy też gardłem za swą śmiałość zapłacił?
Czarniecki zgodził się na to bez żadnej trudności, gdyż pana Zagłobę miłował. Pocieszając
go tedy w utrapieniu, tak mówił:
- Myślę, że siostrzan waści żyw być musi, bo inaczej woda by go wyniosła.
- Dałby Bóg! -odrzekł z żalem Zagłoba - wszelako takiego niełacno woda wyniesie, bo nie
tylko rękę miał ciężką, ale dowcip jakoby z ołowiu, co się i z jego uczynku pokazuje.
Na to Czarniecki:
- Słusznie waść mówisz! Jeśli żyw, powinien bym go kazać koniem po majdanie włóczyć za
pominięcie dyscypliny. Wolno alarmować szwedzkie wojska, ale on oba zaalarmował, a i
Szwedów bez komendy i mojego rozkazania nie wolno. Cóż to! pospolite ruszenie czy ki
diabeł, żeby każden na własną rękę miał się rządzić!
- Zawinił, assentior. Sam go ukarzę, niechby go jeno Pan Bóg powrócił!
- Ja zaś mu przebaczę przez pamięć na rudnickie terminy. Siła mamy jeńców do wymiany i
znaczniejszych oficyjerów od Kowalskiego. Jedźże waść do Szwedów i pogadaj o wymianie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional