lektory on-line

Faraon - Strona 71

Królowa wzięła za rękę arcykapłana.
- Ale memu synowi - szeptała patrząc mu w oczy - nie stanie się nic złego?...
- Ręczę pani, że nikomu nie stanie się nic złego, skoro ja nie słyszałem i nie wiem...
Ale księcia trzeba rozdzielić z tą dziewczyną...
- Łagodnie rozdzielić!... prawda, namiestniku? -pytała matka.
- Jak najłagodniej, jak najnieznaczniej, ale trzeba... Zdawało mi się - mówił arcykapłan
jakby do siebie - że wszystko przewidziałem... Wszystko, z wyjątkiem procesu o
bluźnierstwo, który przy tej dziwnej kobiecie wisi nad następcą tronu!...
Herhor zamyślił się i dodał:
- Tak, czcigodna pani! Można śmiać się z wielu naszych przesądów; niemniej prawdą jest,
że syn faraona nie powinien łączyć się z Źydówką...
RozDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY
Cudzoziemska dzielnica w Memfisie leżała w północno - wschodnim rogu miasta, blisko Nilu.
Liczono tam kilkaset domów i kilkanaście tysięcy mieszkańców: Asyryjczyków, Źydów,
Greków, najwięcej Fenicjan. Był to cyrkuł zamożny. Główną arterię tworzyła ulica szeroka
na trzydzieści kroków, dość prosta, wybrukowana płaskimi kamieniami. Po obu stronach
wznosiły się domy ceglane, piaskowce lub wapienne, wysokie na trzy do pięciu piętr. W
piwnicach były składy materiałów surowych, na parterach sklepy, na pierwszych piętrach
mieszkania ludzi zamożnych, wyżej warsztaty tkackie, szewskie, jubilerskie, najwyżej -
ciasne lokale wyrobników.
Budynki tej dzielnicy, jak zresztą w całym mieście, były przeważnie białe. Można jednak
było widzieć kamienice zielone jak łąka, żółte jak łan pszenicy, niebieskie jak niebo lub
czerwone jak krew.
W wielu zaś domach ściany frontowe były ozdobione obrazami przedstawiającymi zajęcia
mieszkańców. Na domu jubilera długie szeregi rysunków opiewały, że: jego właściciel
wyrobione przez siebie łańcuchy i bran-solety sprzedawał królom obcych narodów i obudzał
ich podziw. Ogromny pałac kupca pokryty był malowidłami opowiadającymi trudy i
niebezpieczeństwa życia handlowego. Na morzu chwytają człowieka straszne potwory z rybimi
ogonami - w pustyni skrzydlate i ogniem ziejące smoki, a na dalekich wyspach trapią go
olbrzymy, których sandał bywa większy od fenickiego okrętu.
Lekarz na ścianie swojej pracowni przedstawiał osoby, które dzięki jego pomocy
odzyskiwały utracone ręce i nogi, nawet zęby i młodość. Na budynku zaś, zajętym przez
władze administracyjne dzielnicy, widać było beczkę, do której ludzie rzucali złote
pierścienie, pisarza, któremu ktoś szeptał do ucha, i rozciągniętego na ziemi penitenta,
któremu dwaj inni ludzie bili skórę.
Ulica była pełna. Wzdłuż ścian mieścili się lektykarze, wachlarzownicy, posłańcy i
robotnicy, gotowi ofiarować swoją pracę. Środkiem ciągnął się nieprzerwany łańcuch
towarów dźwiganych przez tragarzy, osłów lub woły zaprzęgnięte do wozów. Na chodnikach
snuli się wrzaskliwi przekupnie świeżej wody, winogron, daktylów, wędzonych ryb, a między
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional