lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 8

— Bóg zapłać. Przyjechałem z boru, tom se już dobrze podjadł…
— Bierzcie się ano za łyżkę, nie zaszkodzi wam, teraz już wieczory długie…
— Długi pacierz i duża miska, jeszcze bez to niktoj nie pomarł — rzucił dziad.
Boryna wzdragał się, ale w końcu, że słonina mocno raziła mu nozdrza, przysiadł się do ławki i pojadał z wolna, delikatnie, jak obyczaj kazał.
A wójtowa raz wraz wstawała i dokładała kartofli, to mleka przylewała.
Dziadowski pies się kręcił i skamlał zdziebko do jadła.
— Cichoj, Burek, gospodarze ano jedzą… i ty dostaniesz, nie bój się… — uspokajał go dziad i wciągał nozdrzami smakowitą woń, a przygrzewał ręce przy ogniu.
— To Jewka was podobno zaskarżyła — zaczął wójt, podjadłszy nieco.
— A ona ci! Żem to jej zasług nie wypłacił! Zapłaciłem, jak Bóg w niebie, i jeszczem ponadto z dobrego serca księdzu za chrzciny dał worek owsa…
— Ona powieda, że ten dzieciak to…
— W imię Ojca i Syna! Wściekła się czy co?
— Ho, ho, stary z was, a jeszcze majster! — Wójtowie poczęli się śmiać.
— Staremu prędzej się przytrafi, bo praktyk ci jest i znający! — szeptał dziad.
— Cygani jak ten pies, anim ją tknął. Jeszcze by, taki tłumok… taka pode płotem zdychała, a skamlała, coby ją za samą warzę a kąt do spania wziąć, bo na zimę szło. Nie chciałem, ale nieboszka pedo: „Weźmiem, przyda sie w domu, co mamy przynajmować? będzie swoja pod ręką…” Nie chciałem ja, jako że zimą roboty nijakiej, a jedna gęba więcej do miski. Ale nieboszka pedo: „Nie turbuj się, umie pono wełniaki i płótno tkać, zasadzę ją i niechta se ścibie, zawżdy coś uścibie.” No i ostała, odpasła się ino i zarno się postarała o przychówek… A kto w spółce, to już różnie gadali…
— Ona skarży na was.
— Zakatrupię ścierwę, cygana pieskiego!
— Ale do sądu trza wam iść.
— Pójdę. Bóg zapłać, żeście mi powiedzieli, bo wiedziałem ino, że o zasługi — ale zapłaciłem, na co świadków mam! A pyskacz zapowietrzony, a dziadówka! Loboga, tyle umartwienia, że jaż chyba udzierżyć nie udzierżę — a to mi i krowa padła, że dorznąć musiałem, roboty nie pokończone, a tu człowiek sam kiej ten palec.
— U wdowca to kiej między wilkami owca — powiedział znowu dziad.
— O krowiem słyszał, mówili mi już na polu…
— To dworska sprawa, bo pono borowy wygnał z zagajów. Najlepsza krowa! Ze trzysta złotych wartała, zegnała się, bo ciężka była, zapaliły się w niej wątpia, żem dorznąć musiał… Ale dworowi tego nie daruję… Podam do sądu.
Ale wójt zaczął mu tłumaczyć i przekładać, żeby się wstrzymał, jako w pierwszej złości zawsze się źle radzi, bo stał za dworem, a w końcu, żeby zwrócić rozmowę w inną stronę, mrugnął na żonę i powiedział:
— Bobyście się, Macieju, ożenili i miałby kto gospodarstwa pilnować.
— Kpicie czy co?… A dyć na Zielną skończyłem pięćdziesiąt i osiem roków. Co wama też w głowie, jeszcze tamta dobrze nie ostygła…
— Weźcie kobitę do swego wieku, a zaraz się wam zgoi wszystko — dodała wójtowa i jęła sprzątać ze stołu.
— Dobra żona głowy mężowej korona — dorzucił dziad, obmacując miski, które przed nim postawiła wójtowa.
Żachnął się Boryna, ale zamedytował głęboko, że mu to samemu do głowy nie przyszło. Boć jaka się tam kobieta nadarzy, a zawżdy z nią lepiej niźli samemu biedować…
— Która i głupia jest, i niemrawa, która znów kłótnica, która do chłopskich kołtunów sięgająca, która paparuch a latawiec po muzykach i karczmach, a zawżdy chłopu z nią lepiej i wygoda — ciągnął dziad, pojadając.
— Dopiero by na wsi wydziwiali — powiedział Boryna.
— Hale — ludzie wama zwrócą krowę abo i co poradzą, abo i kiele gospodarstwa chodzić będą, abo się nad wami użalą — zagadała gorąco wójtowa.
— Albo i ciepłą pierzynę narządzą — zaśmiał się wójt. — A we wsi tyle jest dziewuch, że jak się idzie między chałupami, to bucha kiej z pieca.
— Ale, widzisz go, rozpustnik… czego mu się zachciewa…
— A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze.
— A cóż to Maciejowi potrza wiana, nie gospodarz to pierwszy we wsi?
— Kto by ta miał dobra a i grontu dosyć — zaoponował dziad.
— Ni Grzegorzowa nie la nich — podjął wójt — za mdła i młódka to jeszcze.
— A Jędrkowa Kasia? — wyliczała dalej wójtowa.
— Zmówiona. Wczoraj Rochów Adam posyłał z wódką.
— Jest ci jeszcze Stachowa Weronka.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional