lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 70

- Biegiem!
- Bij, zabij! -odkrzyknęli laudańscy rzucając się naprzód jak potok.
Kozacy odpowiedzieli strzałami, lecz nie mieli już czasu nabić powtórnie. Hurma szlachty
przypadła do kołowrotu, który wnet runął pod parciem zbrojnych mężów. Walka zawrzała na
podwórzu, wśród wozów, koni, tobołów. Naprzód szli murem potężni Butrymowie, najsrożsi w
ręcznym spotkaniu i najzacieklejsi przeciw panu Kmicicowi. Szli, jak stado odyńców idzie
przez młode krze leśne, łamiąc, depcąc, niwecząc i tnąc zapamiętale; za nimi walili
Domaszewicze i Gościewicze.
Kmicicowi bronili się mężnie zza wozów i pak; poczęto też strzelać ze wszystkich okien
domu i z dachu, ale rzadko, bo pochodnie, zdeptane, zagasły i trudno było swoich od
nieprzyjaciół odróżnić. Po chwili wyparto kozactwo z podwórza ku domowi i stajniom;
rozległy się krzyki o litość.
Szlachta triumfowała.
Ale gdy została sama na podwórzu, wnet ożywił się ogień z domu. Wszystkie okna zjeżyły
się rurami muszkietów i grad kul począł sypać się na podwórze. Największa część Kozaków
schroniła się do domu.
- Pod dwór! do drzwi! - zawołał pan Wołodyjowski.
Rzeczywiście, pod samymi ścianami strzały szkodzić nie mogły ani z okien, ani z dachu.
Położenie jednak oblegających było trudne. O szturmie do okien niepodobna im było
pomyśleć, bo tam przywitałby ich ogień w same twarze; kazał więc pan Wołodyjowski drzwi
rąbać.
Ale i to nie szło łatwo, były to bowiem raczej wrzeciądze niż drzwi, zbudowane z dębowych
krzyżniaków nabijanych raz przy razie olbrzymimi gwoździami, na których potężnych łbach
szczerbiły się siekiery nie mogąc drzewa zachwycić. Najsilniejsze chłopy parli od czasu
do czasu ramionami - i to próżno! Drzwi miały z tyłu żelazne sztaby, a oprócz tego
podparto je od wewnątrz drągami. Butrymowie jednak rąbali z wściekłością. Do drzwi
kuchennych i wiodących ze skarbczyka szturmowali Domaszewicze i Gościewicze.
Po godzinie próżnych usiłowań zmienili się ludzie przy siekierach. Niektóre krzyżniaki
wypadły, ale na ich miejsce ukazały się rury muszkietów. Huknęły znów strzały. Dwóch
Butrymów padło na ziemię z przestrzeloną piersią. Inni, zamiast się zmieszać, rąbali tym
zacieklej.
Z rozkazu pana Wołodyjowskiego pozatykano otwory kłębami uczynionymi z kapot. W tymże
czasie nowe okrzyki ozwały się od strony drogi, to Stakjanowie przybywali na pomoc braci,
a za nimi zbrojni chłopi z Wodoktów.
Przybycie tych nowych posiłków strwożyło widocznie oblężonych, bo wnet jakiś głos począł
wołać gromko za drzwiami :
- Stój tam! nie rąb! słuchaj... Stój, do stu diabłów!... rozmówmy się.
Wołodyjowski kazał przerwać robotę i spytał:
- Kto mówi?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional