lektory on-line

Krzyżacy - Strona 70

- W imię Ducha Światłości! Zła to noc - rzekł stary Krzyżak.
- Noc mocy nieczystych - odrzekł Rotgier. - Ale dlaczego, panie, zamiast: w imię Boga,
mówicie: "w imię Ducha Światłości"?
- Duch Światłości to Bóg - odparł starzec, po czym jakby
chcąc odwrócić rozmowę, spytał:
- A przy ciele Danvelda są księża?
- Są...
- Boże, bądź mu miłościw!
I umilkli obaj, po czym Rotgier przywołał pachołków, którym rozkazał zamknąć okno i
objaśnić pochodnie, a gdy poszli precz, znów zapytał:
- Co uczynicie z Jurandówną? Weźmiecie ją stąd do Insburka?
- Wezmę ją do Insburka i uczynię z nią to, czego dobro Zakonu wymagać będzie.
- Ja zasię co mam czynić?
- Masz-li w duszy odwagę?
- Cóżem takiego uczynił, abyście mieli o tym wątpić?
- Nie wątpię, bo cię znam, a za twoje męstwo miłuję cię więcej niż kogokolwiek w świecie.
Tedy jedź na dwór księcia mazowieckiego i opowiedz mu wszystko, co się tu stało, tak
jakeśmy między sobą ułożyli.
- Mogęż się na pewną zgubę narażać?
- Jeśli twa zguba wyjdzie na chwałę Krzyża i Zakonu, to powinieneś. Ale nie! Nie czeka
cię zguba. Oni gościowi krzywdy
nie czynią: chybaby cię kto chciał pozwać, jako uczynił ów młody rycerz, który nas
wszystkich pozwał... On lub kto inny, lec to przecie nie straszne...
- Daj to Bóg! mogą mnie jednak chwycić i do podziemi wtrącić.
- Nie uczynią tego. Pamiętaj, że jest list Jurandowy do księcia, a ty pojedziesz prócz
tego skarżyć na Juranda. Opowiesz wiernie, co uczynił w Szczytnie, i muszą ci uwierzyć...
Oto pierwsi daliśmy mu znać, że jest jakaś dziewka, pierwsi zaprosiliśmy go, by przybył i
obaczył ją, a on przyjechał, oszalał, kom-tura zabił, ludzi nam powytracał. Tak będziesz
mówił, a oni cóż ci na to powiedzą? Jużci śmierć Danvelda rozgłosi się po całym Mazowszu.
Wobec tego zaniechają skarg. Jurandówny będą oczywiście szukali, ale skoro sam Jurand
pisał, że nie u nas jest, więc nie na nas padnie posąd. Trzeba nadrobić odwagą i
pozamykać im paszczęki, bo i to także pomyślą, że gdybyśmy byli winni, nikt z nas nie
odważyłby się przyjechać.
- Prawda. Po pogrzebie Danvelda wyruszę zaraz w drogę.
- Niech cię Bóg błogosławi, synaczku! Gdy wszystko uczy-nim jak należy, tedy nie tylko
nie zatrzymają cię, ale się muszą wyprzeć Juranda, abyśmy zaś nie mogli rzec: Oto jak oni
z nami postępują!
- I tak trzeba się będzie skarżyć na wszystkich dworach.
- Wielki szpitalnik dopilnuje tego i dla dobra Zakonu, i jako krewny Danvelda.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional