lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 688

Więc poczęli się posuwać bardzo z wolna, bo i droga była trudna, a ciężkie konie jazdy
zapadały nieraz do kolan. Wreszcie olszyna poczęła rzednąć i wyjechali na brzeg.
Wówczas, nie dalej jak o trzysta kroków, ujrzeli idący nieco w górę obszerny majdan, za
nim dom księży, otoczony lipami, między którymi widać było słomiane wiechetki ulów, na
majdanie zaś dwustu jeźdźców w czółenkowych hełmach i pancerzach.
Olbrzymi jeźdźcy siedzieli na olbrzymich, lubo wychudzonych, koniach i stali w gotowości,
jedni z rapierami przy ramionach, drudzy z muszkietami opartymi o uda, ale patrzyli
wszyscy w inną stronę, ku głównej drodze, skąd jedynie mogli się spodziewać
nieprzyjaciela. Wspaniały błękitny sztandar ze złotym Iwem powiewał nad ich głowami.
Dalej, naokół domu, stały straże, po dwóch ludzi; jedna z nich zwrócona była ku olszynie,
ale że słońce okrutnie grało i raziło oczy, a w olszynie, która już się pokryła bujnym
liściem, było prawie ciemno, więc jeźdźców polskich nie mogła owa straż dostrzec.
W Szandarowskim, kawalerze ognistym, krew poczęła kipieć jak ukrop, lecz się pohamował i
czekał, póki szereg się nie uładzi; tymczasem Roch Kowalski położył swą ciężką rękę na
ramieniu pachołka.
- Słuchaj, bąku ! -rzekł. - A widziałeś króla?
- Widziałem, wielmożny panie - szepnęło chłopię.
- Jakże wygląda? Po czym go poznać?
- Czarny okrutnie na gębie i czerwone wstęgi przy boku nosi.
- Konia zaś jego poznałbyś?
- Koń też kary, z łysiną.
Na to Roch:
- Stajenny! pilnuj się mnie i pokaż mi go!
- Dobrze, panie! A prędko skoczym?...
- Zamknij gębę!
Tu umilkli i pan Roch modlić się począł do Najświętszej Panny, aby mu z Karolem spotkać
się dozwoliła i prowadziła rękę w spotkaniu.
Chwilę jeszcze trwała cisza, wtem koń pod samym Szandarowskim parsknął okrutnie. Na to
rajtar ze straży spojrzał, drgnął, jakby go coś podrzuciło w kulbace, i wypalił z
pistoletu.
- Ałła! ałła!... Bij, morduj!... zabij!... Uha-u-bij! - rozległo się w olszynie.
I chorągiew, wypadłszy jak grom z cienia, runęła ku Szwedom.
Uderzyła w dym, nim zdołali się wszyscy do niej czołem zwrócić, i wnet poczęła się
straszna rąbanina na szable tylko i rapiery, bo strzelać nikt nie miał czasu. W mgnieniu
oka zepchnięto rajtarów na płot, który zwalił się z trzaskiem pod parciem zadów końskich,
i poczęto ich siec tak zapamiętale, iż stłoczyli się i zmieszali. Dwakroć próbowali się
zewrzeć i dwakroć rozerwani utworzyli dwie osobne kupy, które w mgnieniu oka rozdzieliły
się znowu na mniejsze, wreszcie rozsypały się jak ziarnka grochu, które chłop szuflą
rzuci w powietrze.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional