lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 687

nadlatującego co koń wyskoczy pacholika.
- Co to za diabeł tak pędzi? - rzekł Szandarowski - i jeszcze na źrebaku '
- Chłopak wiejski -odrzekł Kowalski.
Tymczasem pacholę przyleciało przed sam szereg i zatrzymało się dopiero wówczas, gdy
źrebak, przestraszony widokiem koni i ludzi, stanął dęba i zarył kopytami w ziemię.
Pacholik zeskoczył i trzymajac go za grzywę skłonił się panom rycerzom.
- A co powiesz? -spytał zbliżywszy się Szandarowski.
- Szwedy u nas w plebanii! gadają, że sam król między nimi! - rzekł pachołek z iskrzącym
wzrokiem.
- A siła ich?
- Nie będzie nad dwieście koni.
Szandarowskiemu z kolei zaświeciły się oczy; lecz bat się zasadzki, więc spojrzał groźnie
na chłopaka i rzekł:
- Kto cię przysłał?
- Co mnie kto miał przysyłać! Samem na źrebaka na gródzi skoczył, ledwom się nie zatknął
i czapkę zgubił. Dobrze, że mnie, ścierwa, nie obaczyli !
Prawda biła z opalonej twarzy pacholika i ochotę miał widocznie wielką na Szwedów, bo mu
policzki pałały i stał przed oficerami, trzymając jedną ręką za grzywę źrebca, z
rozwianym włosem, rozchełstaną koszulą na piersiach, oddychając szybko.
- A gdzie reszta szwedzkiego wojska? - spytał chorąży.
- Jeszcze o świtaniu przewaliło się ich tyla, żeśmy zrachować nie mogli, ale tamci poszli
dalej, a ostała jeno jazda, a jeden śpi u dobrodzieja, powiadają, że król.
Na to Szandarowski:
- Chłopie, jeśli łżesz, szyja ci spadnie, ale jeśli prawdę mówisz, proś, o co chcesz.
A pacholik skłonił mu się do strzemienia.
- Źebym tak zdrów był! Nie chcę nijakiej nagrody, jeno żeby mi wielmoż- ny pan oficer
?siablę" dać kazał.
- A dać mu tam jaką szerpentynę! - krzyknął na swoją czeladź zupełnie już przekonany
Szandarowski.
Inni oficerowie poczęli wypytywać jeszcze pachołka, gdzie dwór, gdzie wieś, co robią
Szwedzi, ten zaś odrzekł:
- Pilnują, psiajuchy! Kiedy byście prosto poszli, to was obaczą, ale ja waju za olszyną
poprowadzę.
Wydano wnet rozkazy i chorągiew ruszyła zrazu rysią, potem w skok. Pachołek jechał oklep
na swoim źrebaku bez uzdy, przed pierwszym szeregiem. ?rebaka piętami gołymi poganiał, a
coraz to spoglądał promienistymi oczyma na obnażoną szerpentynę.
Gdy już wieś było widać, wykręcił w łozy i wiódł drogą, trochę grząską, ku olszynom, w
których było jeszcze błotniściej; za czym zwolnili koniom.
- Cichajcie! - rzekł chłopak - jako się olszyna skończy, oni będą na prawo o ćwierć
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional