lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 683

przezwali go swego czasu rabym psem, ale wedle słuszności więcej był do rabego orła
podobny, a gdy bywało, prowadził lud do ataku z rozwianą na kształt olbrzymich skrzydeł
burką, wtedy to podobieństwo uderzało swoich i nieprzyjaciół.
Wzbudzał też strach w jednych i drugich. Za czasów kozackich wojen dowódcy potężnych
watah tracili głowy, gdy przyszło im przeciw Czarnieckiemu działać. Sam Chmielnicki bał
się go, a zwłaszcza jego rad, których królowi udzielał. One to sprowadziły na kozactwo
straszliwą klęskę pod Beresteczkiem. Lecz sława jego wyrosła głównie po beresteckiej, gdy
na współkę z Tatary przebiegał na kształt płomienia stepy, wygniatał do cna zbuntowane
roje, brał szturmem miasta, okopy, rzucając się z szvbkością wichru z jednego końca
Ukrainy w drugi.
Z tą samą zaciekłą wytrwałością szarpał teraz Szwedów. ?Czarniecki nie wybije, ale
wykradnie mi wojsko" -mówił Karol Gustaw. Lecz właśnie Czarnieckiemu uprzykrzyło się już
wykradać; mniemał, że przyszedł czas bić, zaś brakło mu zupełnie armat, piechoty, bez
których stanowczo nie można było nic ważniejszego wskórać; dlatego tak pragnął połączyć
się z Lubomirskim, który wprawdzie także małą miał ilość armat, ale wiódł ze sobą
piechoty, złożone z górali. Te, jakkolwiek niezbyt jeszcze wyćwiczone, były już przecie
nieraz w ogniu i mogły od biedy być użyte przeciw niezrównanym pieszym zastępom Karola
Gustawa.
Więc pan Czarniecki był jakby w gorączce. Nie mogąc wreszcie wytrzymać w kwaterze wyszedł
przed sień i spostrzegłszy Wołodyjowskiego z Polanowskim, spytał:
- A nie widać posłów?
- Znać, że im radzi - odrzekł Wołodyjowski.
- Im radzi, ale mnie nieradzi, bo inaczej byłby pan marszałek swoich z odpowiedzią
przysłał.
- Panie kasztelanie -rzekł Polanowski, który cieszył się wielkim zaufaniem wodza -po co
się troskać; przyjdzie pan marszałek, dobrze! nie, to będziem po staremu podchodzić.
Ciecze i tak krew ze szwedzkiego garnka, a to wiadomo, że gdy raz garnek zacznie ciec to
i wszystko z niego ucieknie.
Na to Czarniecki :
- I z Rzeczypospolitej ciecze. Jeśli teraz ujdą, wzmocnią się, przyjdą im posiłki z Prus
- sposobność minie!
To rzekłszy uderzył się ręką po pole na znak niecierpliwości; wtem dały się słyszeć
stąpania końskie i basowy głos Zagłoby śpiewający:
Poszła Kaśka do piekarni,
A Stach do niej: Puść, przygarnij,
Kochana!
Bo śnieg pada i wiatr wieje,
Gdzież ja się, biedny, podzieję
Do rana!...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional