lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 677

Wtem pan Czarniecki ozwał się:
- Trzeba, by który z waszmościów z listem ode mnie do pana Lubomirskiego pojechał.
- Jam mu znajomy i podejmuję się - rzekł pan Jan Skrzetuski.
- Dobrze - odparł wódz - im kto znamienitszy, tym lepiej...
Zagłoba zwrócił się do Wołodyjowskiego i znów szepnął:
- Już i przez nos mówi, znak to wielkiej alteracji.
Rzeczywiście zaś pan Czarniecki miał srebrne podniebienie, bo mu je kula przed laty pod
Buszą wyrwała. Owóż ilekroć był wzruszony, gniewny i niespokojny, zaczynał zawsze mówić
ostrym i brzękliwym głosem.
Nagle zwrócił się teraz do Zagłoby:
- A może byś i waćpan z panem Skrzetuskim pojechał?
- Chętnie -odpowiedział Zagłoba - jeśli ja czego nie wskóram, nikt nie
wskóra. Wreszcie do człeka tak wielkiego rodu we dwóch będzie przystojniej.
Czarniecki zacisnął wargi, szarpnął brodę i rzekł jakby sam do siebie:
- Wielkie rody... wielkie rody...
- Tego nikt panu Lubomirskiemu nie ujmie - zauważył Zagłoba.
A Czarniecki brwi zmarszczył:
- Rzeczpospolita sama jest wielka, a rodów w proporcji do niej nie masz wielkich, jeno
małe, i bodaj ziemia pożarła takie, które o tym zapominają! Umilkli wszyscy, bo bardzo
potężnie przemówił, i dopiero po niejakiej chwili Zagłoba rzekł:
- W proporcji do całej Rzeczypospolitej słusznie!
- Jam też nie z soli wyrósł ani z roli, jeno z tego, co mnie boli - ozwał się Czarniecki
- a boleli mnie Kozacy, którzy mi tę oto gębę przestrzelili, a teraz boli mnie Szwed, i
albo tę bolączkę przetnę, albo sam od niej sczeznę, tak mi dopomóż Bóg!
- I my dopomożem krwią naszą! - rzekł Polanowski.
Czarniecki zaś przeżuwał jeszcze czas jakiś gorycz, która wezbrała mu w sercu na myśl, że
ambicja pana marszałka może mu w ratowaniu ojczyzny przeszkodzić, wreszcie uspokoił się i
rzekł:
- Za czym i list trzeba pisać. Proszę waszmościów ze sobą.
Jan Skrzetuski i Zagłoba poszli za nim, a w pół godziny później siedli na koń i pojechali
odwrotną drogą ku Radymnu, były bowiem wieści, że tam właśnie zatrzymał się pan marszałek
z wojskiem.
- Janie - rzekł Zagłoba macając się po kalecie, w której wiózł list pana Czarnieckiego -
uczyń mi łaskę i pozwól mnie samemu gadać do marszałka.
- A ojciec naprawdę go znałeś i fechtów go uczyłeś?
- I !... tak się jeno sobie mówiło dlatego, żeby się para w gębie nie zagrzała i żeby
język nie rozmiękł, co się od przydłuższego milczenia snadnie przytrafić może. Ni go
znałem, ni go uczyłem. Albo to nie miałem czego lepszego do roboty niż być
niedźwiednikiem i uczyć pana marszałka, jako się na zadnich nogach chodzi? Ale to
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional