lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 675

żywił. W innych wioskach inne partie uczyniły toż samo, po czym w gonitwie za
uciekającymi podsunęły się pod sam obóz szwedzki, roznosząc trwogę i zamieszanie,
krzycząc po tatarsku, po włosku, po węgiersku i po polsku, tak iż Szwedzi sądzili, że
jakieś potężne wojska posiłkowe na nich następują, może chan z całą ordą.
Wszczęło się zamieszanie i - rzecz niebywała dotąd - popłoch, który z największym trudem
udało się oficerom potłumić. Lecz król, który do rana przesiedział na koniu, widział, co
się dzieje, zrozumiał, co z tego może wyniknąć, i zaraz rankiem zwołał radę wojenną.
Posępna owa narada niedługo trwała, bo nie było dwóch dróg do wyboru. Duch w wojsku
upadł, żołnierz nie miał co jeść, nieprzyjaciel rósł w potęgę.
Szwedzki Aleksander, który obiecywał światu całemu gonić, choćby do tatarskich stepów,
polskiego Dariusza, nie o gonitwie dalszej, ale o własnym ocaleniu musiał teraz myśleć.
- Sanem możem się wracać do Sandomierza, stamtąd Wisłą do Warszawy i do Prus -mówił
Wittenberg. - W ten sposób zguby unikniem.
Duglas za głowę się chwycił:
- Tyle zwycięstw, tyle trudów, tak olbrzymi kraj podbity i wracać nam przychodzi!
A Wittenberg na to:
- Maszli, wasza dostojność, jaką radę?
- Nie mam! - odrzekł Duglas.
Król, który dotąd nic nie mówił, wstał na znak, że posiedzenie skończone, i rzekł:
- Nakazuję odwrót!
Więcej tego dnia nie słyszano z jego ust ani słowa.
Bębny poczęły warczeć i trąby grać w szwedzkim obozie. Wieść, że odwrót nakazany,
rozbiegła się w jednej chwili z końca w koniec. Przyjęto ją okrzykami radości. Przecie
zamki i fortece były jeszcze w ręku Szwedów, w nich czekał wypoczynek, jadło,
bezpieczeństwo.
Jenerałowie i żołnierze wzięli się tak gorliwie do przygotowań odwrotu, że aż gorliwość
owa, jak zauważył Duglas, z hańbą graniczyła.
Samego Duglasa wysłał król w przedniej straży, aby trudne przeprawy naprawiał, lasy
trzebił. Wkrótce za nim ruszyło całe wojsko szykiem jak do boju; front armaty zasłaniały,
tył wozy utaborowane, po bokach szła piechota. Potrzeby wojenne i namioty płynęły rzeką
na statkach.
Wszystkie te ostrożności nie były zbyteczne, ledwie bowiem tabor ruszył, już tylne straże
szwedzkie dojrzały idących śladem jeźdźców polskich i odtąd niemal nigdy nie traciły ich
z oczu. Czarniecki pościągał własne chorągwie, wszystkie partie okoliczne, posłał po nowe
posiłki do króla i szedł w trop. Pierwszy nocleg w Przeworsku był zarazem pierwszym
alarmem. Oddziały polskie natarły tak blisko, iż kilka tysięcy piechoty wraz z działami
musiano przeciw nim zwrócić. Przez chwilę sam król myślał, że Czarniecki naprawdę
następuje, lecz on, swoim zwyczajem, wysyłał tylko oddziały za oddziałami. Te podpadając
czyniły okrzyk i cofały się natychmiast. Noc do rana zeszła na podobnych harcach, noc
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional