lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 667

tej chwili, popatrzył i rzekł:
- To jakiś ogar z polskiej psiarni.
- Krzyknę na niego! - rzekł rajtar.
- Nie krzykniesz. Może ich tu być więcej. Ruszaj do pułkownika!
Tymczasem nadjechała reszta przedniej straży i stanęli wszyscy, mały rycerz także
zatrzymał konia i zwrócił go frontem do Szwedów, jakby im chciał drogę zagrodzić.
Przez jakiś czas oni patrzyli na niego, on na nich.
- Jest i drugi! Drugi! trzeci! czwarty, cała kupa! - poczęto nagle wołać w szwedzkich
szeregach.
Jakoż z obu stron drogi poczęli się sypać jeźdźcy, zrazu pojedynczo, potem po dwóch, po
trzech. Wszyscy stawali obok owego, który pojawił się najpierwszy.
Lecz i druga straż szwedzka ze Swenonem, a potem cały oddział z Kannebergiem nadciągnęły
do forpoczty. Kanneberg i Sweno wyjechali zaraz na czoło.
- Poznaję tych ludzi - zawołał ledwie spojrzawszy Sweno - ta chorągiew pierwsza uderzyła
na grafa Waldemara pod Gołębiem, to Czarnieckiego ludzie. On sam musi tu być!
Słowa te wywarły wrażenie, w szeregach nastała cisza głęboka, jeno konie dzwoniły
munsztukami.
- Wietrzę tu jakąś zasadzkę - mówił dalej Sweno. -Za mało ich, by nam stawiali czoło, ale
po lasach muszą być ukryci drudzy.
Tu zwrócił się do Kanneberga:
- Wasza dostojność, wracajmy!
- Dobrze waść radzisz-odparł marszcząc brwi pułkownik.-Warto było wyjeżdżać, jeżeli na
widok kilkudziesięciu obszarpańców wracać mamy!-
A czemuśmy na widok jednego nie wrócili?... Naprzód!
Szwedzki szereg poruszył się w tej chwili z największą dokładnością, za nim drugi,
trzeci, czwarty. Przestrzeń między dwoma oddziałami zaczęła się zmniejszać.
- Tuj! -skomenderował Kanneberg.
Muszkiety szwedzkie poruszyły się jak jeden, żelazne szyje wyciągnęły się ku polskim
jeźdźcom.
Lecz pierwej, nim zagrzmiały muszkiety, jeźdźcy polscy zawrócili konie i poczęli umykać
bezładną kupą.
- Naprzód! -krzyknął Kanneberg.
Oddział ruszył z miejsca skokiem, aż ziemia zadrżała pod ciężkimi kopytami rajtarskich
koni.
Las napełnił się krzykiem goniących i uciekających. Po kwadransie gonitwy, bądź że konie
szwedzkie były lepsze, bądź że polskie jakowąś drogą pomęczone, dość, że przestrzeń
dzieląca dwa wojska zaczęła się zmniejszać. Lecz zarazem stało się coś dziwnego. Oto
bezładna z początku kupa polska, w miarę trwania ucieczki, nie tylko nie rozpraszała się
coraz bardziej, ale przeciwnie, uciekała w coraz lepszym ordynku, coraz równiejszymi
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional