lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 636

To rzekłszy Bogusław ukazał spod futra, którym był okryty, lufę pistoletu i począł
patrzeć iskrzącymi oczyma w oczy Kmicica.
- Wasza książęca mość! - zakrzyknął Kmicic składając wprawdzie ręce jak do prośby, ale z
twarzą przez gniew zmienioną.
- To prosisz, a grozisz?.. - rzekł Bogusław - kark zginasz, a diabeł ci zza kołnierza
zęby do mnie szczerzy?... To pycha ci z ócz błyska, a w gębie grzmi jak w chmurze? Czołem
do radziwiłłowskich nóg przy prośbie, mopanku!.. Łbem o podłogę bić! wówczas ci
odpowiem!...
Twarz pana Andrzeja blada była jak chusta, ręką pociągnął po mokrym czole, po oczach, po
twarzy i odrzekł tak przerywanym głosem, jak gdyby febra, na którą cierpiał książę, nagle
rzuciła się na niego.
- Jeżeli wasza książęca mość tego starego żołnierza mi wypuści... to... ja... wasze i
książęcej mości... paść do... nóg gotów...
Zadowolenie błysnęło w Bogusławowych oczach. Wroga upokorzył, durnny kark zgiął. Lepszego
pokarmu nie mógł dać zemście i nienawiści.
Kmicic stał zaś przed nim z włosem zjeżonym w czuprynie, dygocący na całym ciele. Twarz
jego, nawet w spokoju do głowy jastrzębiej podobna, przypominała tym bardziej drapieżnego
i rozwścieczonego ptaka. Nie zgadłeś, czy za chwilę rzuci się do nóg, czy do piersi
książęcej...
A Bogusław, nie spuszczając go z oka, rzekł:
- Przy świadkach! przy ludziach!
I zwrócił się ku drzwiom:
- Bywaj!
Przez otwarte drzwi weszło kilkunastu dworzan, Polaków i cudzoziemców. Za nimi poczęli
wchodzić oficerowie.
- Mości panowie! - rzekł książę - oto pan Kmicic, chorąży orszański i poseł od pana
Sapiehy, ma mnie o łaskę prosić i chce wszystkich waszmościów mieć za świadków!...
Kmicic zatoczył się jak pijany, jęknął i padł do nóg Bogusławowych.
A książę wyciągnął je umyślnie tak, że koniec jego rajtarskiego buta dotykał czoła
rycerza.
Wszyscy patrzyli w milczeniu, zdumieni słynnym nazwiskiem, jak i tym, że ów, który je
nosił, był teraz posłem od pana Sapiehy. Wszyscy rozumieli też, że dzieje się coś
nadzwyczajnego.
Tymczasem książę wstał i nie rzekłszy ni słowa przeszedł do przyległej komnaty, kiwnął
tylko na dwóch dworzan, żeby szli za nim.
Kmicic podniósł się. W twarzy jego nie było już gniewu ni drapieżności, tylko nieczułość
i obojętność. Zdawało się, iż nie rozeznaje wcale, co się z nim dzieje, i że energia jego
złamała się zupełnie.
Upłynęło pół godziny, godzina. Za oknem słychać było tętent kopyt końskich i miarowe
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional