lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 628

wybuchała od czasu do czasu jak płomień.
Był to raczej kompanion niż sługa księcia Bogusława.
Bogusław, który naprawdę nikogo nigdy w życiu nie kochał, miał niezwalczoną słabość dla
tego człowieka. Z natury skąpy wielce, dla jednego Sakowicza był hojny. Wpływami swoimi
wyniósł go na podkomorstwo i udarował starostwem oszmiańskim.
Po każdej bitwie pierwszym jego pytaniem było: ?Gdzie Sakowicz i czyli jakiego szwanku
nie poniósł?" Na radach jego siła polegał, a używał go zarówno w wojnie, jak i do
układów, w których śmiałość, a nawet bezczelność pana starosty oszmiańskiego wielce
bywała skuteczna.
Teraz wysłał go do Sapiehy. Lecz misja była trudna: naprzód, że łatwo mogło paść na
starostę posądzenie, iż tylko na przeszpiegi i tylko dla obejrzenia sapieżyńskich wojsk
przyjechał; po wtóre, że poseł wiele miał do żądania, nic do ofiarowania.
Na szczęście, pan Sakowicz nie byle czym się tropił. Wszedł więc jak zwycięzca, który
przyjeżdża dyktować warunki zwyciężonemu, i zaraz uderzył swymi bladymi oczyma w pana
Sapiehę.
Pan Sapieha, widząc ową butę, uśmiechnął się jeno na wpół z politowaniem. Każdy człowiek
śmiałością i zuchwalstwem wielce może imponować, lecz ludziom pewnej miary; hetman zaś
wyższy był nad miarę pana Sakowicza.
- Pan mój, książę na Birżach i Dubinkach, koniuszy Wielkiego Księstwa i wódz naczelny
wojsk jego książęcej wysokości elektora - rzekł Sakowicz - przysyła mnie z pokłonem i
zapytaniem o zdrowie waszej dostojności.
- Podziękuj waszmość księciu i powiedz, iżeś mnie zdrowym widział.
- Mam tu i pismo do waszej dostojności.
Sapieha wziął list, otworzył dość niedbale, przeczytał i rzekł:
- Szkoda czasu... Nie mogę wymiarkować, o co księciu chodzi... Poddajecie się li czy też
chcecie szczęścia popróbować?
Sakowicz udał zdumienie.
- Czy my się poddajemy? Mniemam, że książę to właśnie w liście owym proponuje waszej
dostojności, ażebyś się wasza dostojność poddał; przynajmniej moje instrukcje...
Sapieha przerwał.
- O waścinych instrukcjach pomówimy później. Mój panie Sakowicz! Gonimy za wami blisko
trzydzieści mil jako ogary za zającem... Czyś waść słyszał kiedy, by zając poddanie się
ogarom proponował?
- Odebraliśmy posiłki.
- Von Kyritz z ośmiuset ludzi. Reszta tak fatigati, że się przed bitwą pokładą. Powiem
waści, co powtarzał Chmielnicki: ?szkoda howoryty!"
- Elektor z całą potęgą stanie za nas.
- To dobrze... Nie będę go potrzebował daleko szukać, bo właśnie chcę go spytać, jakim to
prawem posyła wojsko w granice Rzeczypospolitej, której jest lennikiem, do wierności
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional