lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 610

- Nie bój się waćpanna, nie zjem cię!
? Grubian!" - pomyślała Anusia.
Jechali czas jakiś wedle domów leżących za murami wprost ku Staremu Zamościu, po czym
wyjechali na pola i wjechali w bór, który w owych czasach ciągnął się pagórzystym krajem
aż hen, do Bugu i za Bug z jednej strony, z drugiej szedł, przerywany wsiami, aż do
Zawichosta.
Noc już zapadła, ale bardzo pogodna i widna, trakt znaczył się srebrnym szlakiem; ciszę
przerywał tylko hurkot karetki i tętent koni rajtarskich.
?Tu już moi Tatarowie muszą tkwić w gąszczach jako wilcy" -pomyślał Kmicic.
Wtem nadstawił ucha.
- Co to? - zapytał oficera dowodzącego rajtarami.
- Słychać tętent!... Jakiś jeździec pędzi w skok za nami! -odrzekł oficer.
Zaledwie skończył, dopadł na spienionym koniu Kozak wołając:
- Pan Babinicz! pan Babinicz! Pyśmo od pana starosty!
Orszak wstrzymał się. Kozak podał list panu Kmicicowi.
Kmicic rozłamał pieczęć i przy świetle latarni, umieszczonej przy koźle kolaski, czytał,
co następuje:
?Mości, a mnie wielce miły, panie Babinicz! Wprędce po odjeździe panny
Borzobohatej-Krasieńskiej doszła mnie wieść, iż Szwedzi nie tylko nie ustąpili z Lublina,
ale na mój Zamość uderzyć zamierzają. Wobec tego dalsza droga i peregrynacja stają się
niepodobne. Zważywszy więc owe pericula, na jakie białogłowa narażona by być mogła,
chcemy pannę Borzobohatą mieć z powrotem w Zamościu. Ciż sami rajtarowie ją odwiozą,
waćpana zaś, któremu w dalszą drogę musi być pilno, na próżno fatigare nie chcemy. Którą
wolę naszą oznajmując waszej mości, prosimy, abyś rajtarom wedle naszych chęci rozkazy
wydać zechciał."
?Przecie jest w nim tyle uczciwości, że na głowę moją nie nastaje, jeno mnie na dudka
chce wystrychnąć - pomyślał Kmicic. - Wraz się też okaże jawnie, czy jest w tym zasadzka,
czyli jej nie ma."
Tymczasem Anusia wysadziła głowę przez okno.
- A co tam? -spytała.
- Nic! pan starosta kałuski jeszcze raz waćpannę mojemu męstwu poleca Nic więcej.
Tu zwrócił się do woźnicy i rajtarów:
- Jazda! Lecz oficer dowodzący rajtarami osadził konia.
- Stój! - krzyknął na woźnicę.
Po czym do Kmicica:
- Jak to ?jazda"?
- A po co dłużej w lesie stać? - spytał z głupia frant Kmicic.
- Bo wasza mość odebrałeś jakowyś rozkaz.
- A waści co do tego! Odebrałem i właśnie dlatego rozkazuję: jazda!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional