lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 608

- No! na śmiech jeno mówię... Nie potrzebujesz się bać ani ostrożności nadzwyczajnych
przedsiębrać.
- A taki poproszę jaśnie wielmożnego pana o jakowąś kolaskę zamykaną i blachami opatrzoną.
- Dam ci i dwie... Ale przecież zaraz nie jedziesz?
- Bogać! Pilno mi! I tak tu za długo siedzę.
- To wypraw swoich Tatarów naprzód do Krasnegostawu. Ja ze swej strony pchnę gońca, aby
tam obroki były dla nich gotowe, a tobie eskortę własną aż do Krasnegostawu dam. Nic cię
tu spotkać złego nie może, bo to kraj mój... Dam ci dobrych pachołków z niemieckiej
dragonii, ludzi śmiałych i dróg świadomych... Zresztą, do Krasnegostawu trakt jak sierpem
rzucił.
- A czemu to mam się sam ostawać?
- Abyś się z nami dłużej zabawił, miłym mi jesteś gościem i rad bym waćpana choćby cały
rok zatrzymać. A przy tym posłałem po stada do Perespy, może się jakowyś bachmacik dla
waćpana wybierze, który cię w potrzebie nie zawiedzie, wierzaj!...
Kmicic spojrzał bystro w oczy staroście, potem, jakby powziąwszy nagłe postanowienie,
rzekł:
- Dziękuję i ostaję, a Tatarów naprzód wyprawię.
I poszedł zaraz wydać im rozkazy, a wziąwszy na stronę Akbaha-Ułana, tak mówił:
- Akbahu-Ułanie. Macie iść naprzód do Krasnegostawu, prostym traktem, jakoby kto sierpem
rzucił. Ja tu ostaję i w dzień po was ruszę mając starościńską eskortę. Słuchajże teraz,
co ci powiem : oto mi do Krasnegostawu nie pójdziecie, jeno mi w pierwszych lasach
niedaleko za Zamościem przypadnij tak, aby żywa dusza o was nie wiedziała; a gdy wystrzał
na gościńcu usłyszycie, to do mnie, bo mi tu chcą jakowąś nieszczerość wyrządzić.
- Twoja wola! -odrzekł Akbah-Ułan przykładając dłoń do czoła, ust i piersi.
?Przejrzałem cię, panie starosto! - rzekł do siebie Kmicic. - W Zamościu siostry się
boisz, więc chcesz dziewczynę porwać i gdzieś w pobliżu osadzić, a ze mnie instrumentum
swych żądz uczynić, a kto wie, czy i gardła nie wziąść. Czekajże ! Trafiłeś na lepszego
od się... I sam się we własny potrzask uchwycisz."
Wieczorem porucznik Szurski zastukał do drzwi Kmicica. Oficer także coś wiedział, czegoś
się domyślał, a że Anusię miłował, wolał więc, by odjechała, niż żeby w moc pana starosty
wpadła. Jednakże mówić otwarcie nie śmiał, a może także nie miał pewności; dziwił się
więc tylko, iż Kmicic zgodził się na wysłanie przodem Tatarów; zaręczał, że drogi nie są
tak bezpieczne, jako mówią, że wszędy włóczą się kupy zbrojne i do gwałtownych uczynków
skore.
Lecz pan Andrzej postanowił udawać, że niczego się nie domyśla.
- Co mnie może spotkać? - mówił - przecie pan starosta kałuski daje mi własną eskortę!
- Ba! Niemców!
- Zali to niepewni ludzie?
- Tym psubratom nigdy ufać nie można. Bywało, że zmówiwszy się w drodze, do nieprzyjaciół
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional