lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 606

mnie posądzasz, to nie chcę o niczym wiedzieć.
- Czemu zaś tak nastajesz, by ona wyjechała z Zamościa?
- Bo jej dobra pragnę i o fortunę niezmierną chodzi. Wreszcie... przyznaję! Siła mi na
tym zależy, aby ona z Zamościa wyjechała. Oto sprzykrzyły mi się twoje posądzenia, nie w
smak i to, że na mnie ustawnie brwi marszczysz i surowie spoglądasz... Myślałem, że
przyzwalając na odjazd dziewczyny znajdę najlepsze argumentum przeciw podejrzeniom.
Dalibóg, dość mi tego! bom też nie żaden żak ani mydłek, który się nocą pod okna
skrada... Powiem ci więcej: oficerowie mi się przez nią jeden na drugiego burzą i
szablami na się trzaskają. Ni zgody, ni porządku, ni służby, jak należy. Dość mi tego!
Ale skoro jeszcze oczyma we mnie świdrujesz, to rób, jak chcesz, a Michała sama pilnuj,
bo to twoja, nie moja sprawa.
- Michała? - rzekła ze zdumieniem księżna.
- Ja przeciw dziewczynie nic nie mówię... Nie bałamuci go więcej niż innych, ale jeżeli
ty, pani siostro, nie widzisz jego strzelistych spojrzeń i gorących afektów, to ci jeno
to powiem, że Kupido tak nie zaślepia jak macierzyńska miłość.
Brwi księżnej ściągnęły się, a lica jej przybladły.
Starosta zaś widząc, że wreszcie utrafił, uderzył się rękoma po kolanach i mówił dalej:
- Ot, tak! pani siostro, ot, tak!... Co mnie do tego. Niechże jej Michałek jedwab do
zwijania podaje, niech parska patrząc na nią, niech się płoni, niech przez dziurki we
drzwiach na nią spogląda!... A mnie co!... Wreszcie... bo ja wiem! Fortuna piękna... ród,
no! szlachecki, a ja się tam nad szlachtę nie wynoszę. Chcesz sama, dobrze! Lata jeno
ponoś niedobrane, ale to znów nie moja rzecz.
To rzekłszy pan starosta powstał i skłoniwszy się siostrze bardzo uprzejmie, zabierał się
do odejścia.
Księżnej tymczasem krew napłynęła do twarzy. Dumna pani w całej Rzeczypospolitej nie
widziała partii godnej Wiśniowieckiego, a za granicą chyba między arcyksiężniczkami
austriackimi, więc też słowa brata przypiekły ją jakby rozpalonym żelazem.
- Janie! - rzekła -czekaj!
- Pani siostro -odrzekł starosta kałuski - chciałem, primo: złożyć ci dowód, iż
niesłusznie mnie posądzasz, secundo: iż powinnaś kogo innego pilnować. Teraz uczynisz,
jak zechcesz, jać nie mam więcej nic do gadania.
Tu pan Zamoyski skłonił się i wyszedł.
tom II
Rozdział XXXV
Pan starosta kałuski niezupełnie kłamał przed siostrą, mówiąc o afektach Michałowych dla
Anusi, gdyż młode książątko kochało się w niej tak jak i wszyscy, nie wyłączając paziów
dworskich. Ale była to miłość niezbyt gwałtowna i zgoła nieprzedsiębiorcza; raczej
słodkie rozdurzenie głowy i zmysłów, nie poryw serca, które miłując, do wiecznego
posiadania umiłowanego przedmiotu dąży. Do takiego dążenia nie miał Michał dość energii.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional