lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 604

pana Sapiehy idziesz. Dałbym ci listy... a waćpan dałbyś mi kawalerski parol, że ją
bezpiecznie doprowadzisz.
- Ja mam ją do pana Sapiehy prowadzić? - rzekł ze zdumieniem Kmicic.
- Alboż ta taka funkcja niemiła?... Choćby też i do afektu po drodze przyszło?
- Ehe! - rzekł Kmicic - już tam moje afekta kto inny dzierżawi, a choć tenuty mi nie
płaci, przecie dzierżawcy zmieniać nie myślę.
- Tym lepiej, z tym większą spokojnością ci ją powierzę.
Nastała chwila milczenia.
- Co? podjąłbyś się? - spytał starosta.
- Z Tatarami idę.
- Powiadali mi ludzie, że się Tatarzy waćpana gorzej ognia boją. No, co? podjąłbyś się?
- Hm! dlaczego by nie, gdybym waszą wielmożność miał tym zobowiązać... Jeno...
- Aha! myślisz, że trzeba, aby księżna permisję dała... Da! jak mi Bóg miły! Bo imaginuj
sobie, że ona mnie posądza...
Tu pan starosta począł coś długo szeptać do ucha Kmicicowi, wreszcie dodał głośno:
- Okrutnie była za to na mnie krzywa, a ja uszy kładłem po sobie, bo to z babami wojować!
at! wolałbym Szwedów pod Zamościem. Ale będzie miała najlepszy dowód, że nic złego nie
zamyślam, skoro sam dziewkę chcę stąd wyprawić. Srodze się zdziwi, prawda... No! przy
pierwszej sposobności o tym z nią pogadam.
To rzekłszy starosta zakręcił się i odszedł, Kmicic zaś popatrzył za nim i mruknął:
- Wniki jakieś, panie starosto, zastawiasz, a choć celu nie rozumiem, przecie sidło widzę
dobrze, bo i wnicznik z ciebie okrutnie niezgrabny.
Pan starosta zaś kontent był z siebie, chociaż dobrze to pojmował, że połowa dopiero
roboty została dokonana, a pozostawała druga, tak trudna, że na myśl o niej ogarniało go
zwątpienie, a nawet i strach: po prostu należało uzyskać pozwolenie księżnej Gryzeldy,
której surowości i przenikliwego rozumu bał się pan starosta z całej duszy.
Jednak począwszy, pragnął jak najprędzej doprowadzić dzieło do skutku, nazajutrz więc
rano, po mszy, po śniadaniu i po przeglądzie najemnej piechoty niemieckiej udał się na
pokoje księżnej.
Zastał samą panią haftującą ornat do kolegiaty. Za nią Anusia zwijała rozwieszony na
dwóch krzesłach jedwab; drugi motek koloru różanego założyła na szyję i migając szybko
rączkami, biegała naokoło krzeseł, goniąc odwijającą się nitkę.
Panu staroście pojaśniały oczy na jej widok, ale prędko przybrał oblicze w powagę i
przywitawszy się z księżną, tak niby od niechcenia zaczął:
- Ten pan Babinicz, co tu z Tatary przyjechał, to jest Litwin. Możny jakiś człek i wielce
grzeczny, a rycerz podobno zawołany. Zauważyłaś go, pani siostro?
- Samżeś go do mnie przyprowadzał - odrzekła obojętnie księżna Gryzelda. -Uczciwą ma
twarz i na dobrego żołnierza wygląda.
- Rozpytywałem się go też o owe majętności, pannie Borzobohatej zapisane. Powiada, że to
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional