lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 600

Kaffy, a oczy śmiały im się do bakalij, wschodnich kobierców, pasów, sadzonych szabel,
kindżałów, łuków, lamp tureckich i wszelkiego rodzaju kosztowności.
Sam pan cześnik koronny wielce przypadł do serca Kmicicowi. Było to prawdziwe królewiątko
w swoim Zamościu: człek w sile wieku, wielce przystojny, chociaż nieco cherlawy, gdyż w
leciech pierwszej młodości nie dość upały natury hamował. Zawsze jednak lubił płeć białą,
a zdrowie jego nie do tyla było nadwątlone, aby wesołość znikła mu z oblicza. Dotychczas
nie ożenił się, a jakkolwiek najznamienitsze domy w Rzeczypospolitej otwierały mu szeroko
podwoje, utrzymywał, że nie może dość gładkiej dziewki w nich znaleźć. Znalazł ją później
nieco, w osobie młodej panienki francuskiej, która, lubo w innym zakochana, oddała mu bez
wahania dla jego bogactw swą rękę, nie przewidując, że ów pierwszy wzgardzony ozdobi
kiedyś koroną królewską swoją i jej głowę.
Pan Zamościa nie odznaczał się bystrym dowcipem, jeno go miał tyle, co na własną
potrzebę. O godności i urzędy nie zabiegał, chociaż same szły ku niemu, a gdy przyjaciele
strofowali go, iż mu przyrodzonej ambicji braknie, odpowiadał:
- Nieprawda, że mi jej braknie, jeno mam więcej od tych, którzy się kłaniają. Po co mi
dworskie progi wycierać? W Zamościu nie tylko ja Jan Zamoyski, ale Sobiepan Zamoyski.
Zwano go też powszechnie Sobiepanem, z którego przezwiska wielce był kontent. Rad też
udawał prostaka, chociaż wychowanie odebrał wykwintne i młodość na podróżach po cudzych
krajach spędził. Sam powiadał się zwyczajnym szlachcicem i dużo o mierności swego
?staniku" mawiał, może dlatego, by mu inni zaprzeczali, a może, by mierności dowcipu nie
spostrzegli. Zresztą był to człek zacny i lepszy syn Rzeczypospolitej od wielu innych.
A jako on przypadł do serca Kmicicowi, tak i Kmicic jemu, przeto też go na pokoje zamkowe
zaprosił i gościł, bo i to lubił, by jego gościnność chwalono.
Pan Andrzej poznał w zamku wiele znamienitych osób, przede wszystkim zaś księżnę Gryzeldę
Wiśniowiecką, siostrę pana Zamoyskiego, a wdowę po wielkim Jeremim, po panu swego czasu w
Rzeczypospolitej prawie największym, który jednakowoż całą niezmierną fortunę w czasie
inkursji kozackiej był utracił, tak iż księżna siedziała w Zamościu na łasce u brata Jana.
Lecz była to pani tak pełna wspaniałości, majestatu i cnoty, iż pierwszy pan Jan prochy
przed nią zdmuchiwał, a przy tym bał się jej jak ognia. Nie było też wypadku, żeby woli
jej zadość nie uczynił lub żeby się jej w ważniejszych wypadkach nie radził. Powiadali
nawet dworscy, że księżna pani rządzi Zamościem, armią, skarbami i panem bratem starostą;
lecz ona nie chciała korzystać ze swej przewagi, całą duszą oddana boleści po mężu i
wychowaniu syna.
Syn ów właśnie był niedawno z dworu wiedeńskiego na krótki czas do kraju powrócił i bawił
przy niej. Był to młodzieńczyk w wiośnie lat; lecz na próżno pan Kmicic szukał w nim tych
znamion, które syn wielkiego Jeremiego nosić w obliczu powinien.
Postać młodego książątka była pełna wdzięku; twarz duża, nalana, wypukłe oczy patrzyły
nieśmiało; usta miał grube, wilgotne, jak u ludzi skłonnych do uciech stołu; olbrzymie i
czarne, jak skrzydło kruka, włosy spadały mu aż na ramiona. Wziął też po ojcu tylko owe
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional