lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 591

ostatniego wyrodka mnie ma! Nie wytrzymam, miłościwy królu, nie mogę póki jego nie
dostanę, póki jej nie wydrę... Daj mi, panie, tych Tatarów, a jać przysięgam, że nie
swojej jeno prywaty będę dochodził, ale tyle Szwedów natłukę, że ten dziedziniec łbami
można będzie wymościć.
- Uspokój się! -rzekł król.
- Gdybym, panie, miał służbę dla prywaty porzucić i obrony majestatui Rzeczypospolitej
zaniechać, wstyd by mi było prosić, ale tu się jedno z drugim schodzi. Przyszła pora
Szwedów bić? jaż nic innego nie będę czynił... Przyszła pora zdrajcę ścigać, jaż go będę
ścigał do Inflant, do Kurlandii; choćby się do Septentrionów albo nawet za morze do
Szwecji schronił, pójdę za nim!
- Mamy wiadomości, jako tuż, tuż Bogusław z Carolusem z Elbląga wyruszy.
- To im pójdę na spotkanie!
- Z takim czambulikiem? Kapeluszem cię przykryją.
- Chowański mnie w ośmdziesiąt tysięcy przykrywał i nie przykrył.
- Co jest wiernego wojska, to pod panem Czarnieckim. Oni na pana Czarnieckiego ante omnia
uderzą!
- Pójdę do pana Czarnieckiego. Tym spieszniej trzeba mu, miłościwy panie, sukurs dać.
- Do pana Czarnieckiego pójdziesz, ale do Taurogów w tak szczupłej liczbie się nie
dostaniesz. Wszystkie zamki na Źmudzi nieprzyjacielowi książę wojewoda wydał i wszędzie
szwedzkie prezydia stoją, a one Taurogi, widzi mi się, coś nad samą granicą pruską, od
Tylży nie opodal.
- Na samej granicy elektorskiej, miłościwy panie, ale po naszej stronie, a od Tylży
będzie cztery mile. Co nie mam dojść! - dojdę i nie tylko ludzi nie wytracę, ale jeszcze
się do mnie po drodze siła rezolutów zbieży. I to rozważ, miłościwy panie, że gdzie się
tylko pokażę, tam cała okolica na koń przeciw Szwedom siędzie. Pierwszy będę Źmudź
ekscytował, jeżeli kto inny tego nie uczyni. Gdzie to teraz nie można dojechać, gdy w
całym kraju jak w garnku. Już ja zwyczajny obracać się w ukropie.
- Bo i na to nie patrzysz, że Tatarzy może i nie zechcą tak daleko iść za tobą?
- Ano! ano! niech jeno nie zechcą, niech jeno spróbują! - mówił Kmicic ściskając na samą
myśl zęby - jak ich jest czterystu czytam ilu, tak ich każę czterystu powiesić!... Drzew
nie zabraknie!... Niech mi się popróbują buntować...
- Jędrek! -zawołał król wpadając w dobry humor i wydymając usta - jak mi Bóg miły, tak
lepszego pasterza dIa tych owieczek nie znajdę! Bierzże ich i prowadź, gdzie ci się
żywnie podoba!
- Dziękuję, miłościwy panie! ojcze dobrotliwy! - rzekł rycerz ściskając kolana królewskie.
- Kiedy chcesz ruszyć? - pytał Jan Kazimierz.
- Boga mi! Jutro!
- Może Akbah-Ułan nie zechce, że to konie mają zdrożone?
- To go sobie każę do kulbaki na arkanie przytroczyć i piechotą pójdzie, jeżeli konia
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional