lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 59

zmordował.
- Masz talara! -rzekła Oleńka. - A twój pan nie w chorobie?
- Zdrowy on junak jak tur.
- A nie w głodzie? nie w ubóstwie?
- On bogaty pan.
- Idź z Bogiem.
- Kłaniam do nóg.
- Powiedz panu... czekaj... powiedz panu... niech go Bóg wspomaga...
Chłop odszedł - i znowu zaczęły płynąć dnie, tygodnie bez wieści o Kmicicu; przychodziły
za to publiczne, jedna od drugiej nieszczęśliwsze. Wojska Chowańskiego coraz szerzej
zalewały Rzeczpospolitą. Nie licząc ziem ukrainnych, w samym Wielkim Księstwie
województwa: połockie, smoleńskie, witebskie, mścisławskie, mińskie i nowogrodzkie, były
zajęte; jeno część wileńskiego, brzesko-litewskie, trockie i starostwo żmudzkie oddychały
jeszcze wolną piersią, ale i te z dnia na dzień spodziewały się gości a ostatni, widać;
szczebel niemocy zeszła Rzeczpospolita, gdy nie mogła dać oporu tym właśnie siłom, które
lekceważono aż dotąd i z którymi zawsze rozprawiano się zwycięsko. Prawda, że siły te
wspomagał nieugaszony i odradzający się ciągle bunt Chmielnickiego, prawdziwa hydra
stugłowa; pomimo jednak buntu, pomimo wyczerpania sił w poprzednich wojnach, i statyści i
wojownicy uręczali, że samo tylko Wielkie Księstwo mogło i było w stanie nie tylko napór
odeprzeć, ale jeszcze chorągwie swe zwycięsko poza własne granice przenieść. Na
nieszczęście, niezgoda wewnętrzna stawała owej możności na przeszkodzie, paraliżując
usiłowania tych nawet obywateli, którzy życie i mienie w ofierze nieść byli gotowi.
Tymczasem w ziemiach jeszcze nie zajętych chroniły się tysiące zbiegów, tak ze szlachty,
jak ludu prostego. Miasta, miasteczka i wsie na Źmudzi pełne były ludzi przywiedzionych
klęskami wojny do nędzy i rozpaczy. Miejscowa ludność nie mogła ani pomieścić wszystkich,
ani dać im dostatecznego pożywienia - więc nieraz marli z głodu, mianowicie ludzie
niskiego stanu; nieraz przemocą brali to, czego im odmawiano, stąd zamieszki, bitwy i
rozboje stawały się coraz częstsze.
Zima była nadzwyczajna w swej surowości. Przyszedł wreszcie kwiecień, a śniegi leżały
grubo nie tylko w lasach, ale i na polach. Gdy zeszłoroczne zapasy wyczerpały się, a
nowych jeszcze nie było, począł grasować głód, brat wojny, i rozpościerał swe panowanie
coraz szerzej. Wyjechawszy z domu nietrudno było spotkać trupy ludzkie leżące po polach,
przy drogach, skostniałe, ogryzione przez wilki, które, rozmnożywszy się nadzwyczajnie,
całymi stadami podcbodziły pod wsie i zaścianki. Wycie ich mieszało się z wołaniem
ludzkim o litość; po lasach bowiem, po polach i tuż koło wsi licznych połyskiwały nocami
ogniska, przy których nędzarze rozgrzewali przemarzłe członki, a gdy kto przejeżdżał,
tedy biegli za nim prosząc o grosz, o chleb, o miłosierdzie, jęcząc, przeklinając i
grożąc zarazem. Strach zabobonny zdjął umysły ludzkie. Wielu mówiło, że te wojny tak
niepomyślne i te nieszczęścia dotąd niebywałe do imienia królewskiego są przywiązane.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional