lektory on-line

Krzyżacy - Strona 58

"Już ja się śmierci nie wywinę - myślał - i wszystko nic nie pomoże".
Wszelako nazajutrz przyszła do niego w odwiedziny zacna księżna Anna Januszowa, a z nią i
Danusia ze swoją luteńką za pasem. Zbyszko padł im kolejno do nóg, po czym jakkolwiek był
w utrapieniu, po bezsennej nocy, w niedoli i niepewności, nie do tyla jednak zapomniał o
rycerskiej powinności, aby nie okazać Danusi zdumienia nad jej urodą...
Lecz księżna podniosła na niego oczy pełne smutku i rzekła:
- Nie dziwuj się ty jej, bo jeśli Maćko dobrej odpowiedzi nie przywiezie albo zgoła nie
wróci, będziesz ty się wkrótce, nieboże, lepszym rzeczom w niebie dziwował.
Po czym jęła ronić łzy, rozmyślając o przyszłym niepewnym losie rycerzyka, a Danusia
zawtórowała jej zaraz. Zbyszko pochylił się na nowo do ich nóg, bo i jego serce zmiękło
wobec tych płaczów jak wosk w cieple. Nie kochał on tak Danusi, jak mąż kocha niewiastę,
poczuł jednak, że ją kocha z całej duszy i że na jej widok dzieje mu się w piersiach coś
takiego, jakby w nich tkwił drugi człowiek, mniej srogi, mniej zapędliwy, mniej wojną
dyszący, a natomiast jakby słodkiego kochania spragniony. Chwycił go wreszcie żal
ogromny, iż musi ją porzucić i nie będzie mógł dotrzymać tego, co ślubował.
- Już ja ci, niebogo, pawich czubów pod nogi nie podłożę -mówił.- Ale jeśli przed boskim
obliczem stanę, tedy tak powiem: "Odpuść mi. Panie, grzechy, ale co jest dobra wszelkiego
na ziemi, to daj nie komu innemu, tylko pannie Jurandównie ze Spychowa".
- Niedawnoście się poznali - rzekła księżna. - Nie da Bóg, by to było na próżno.
Zbyszko zaczął wspominać wszystko, co zaszło w gospodzie tynieckiej, i rozczulił się
zupełnie. W końcu jął prosić Danusi, by mu zaśpiewała tę samą pieśń, którą śpiewała
wówczas, kiedy ją to chwycił z ławki i przyniósł do księżnej.
Więc Danusia, choć było jej nie do śpiewania, wzniosła zaraz główkę ku sklepieniu i
przymknąwszy jako ptaszek oczki, poczęła:
Gdybym ci ja miała Skrzydłeczka jak gąska, Poleciałabym ja Za Jaśkiem do Śląska.
Usiadłabym ci ja Na śląskowskim płocie... "Przypatrz się, Jasiulku..."
Lecz nagle spod stulonych rzęsów wypłynęły jej łzy obfite -i nie mogła dłużej śpiewać. A
Zbyszko porwał ją na ręce tak samo jak niegdyś w tynieckiej gospodzie i począł chodzić z
nią po izbie, powtarzając w uniesieniu:
- Nie paniej jeno ja bym w tobie szukał. Niechby mnie Bóg wyratował, niechbyś dorosła - i
niechby rodzic pozwolili - toby ja cię brał, dziewczyno!... Hej!
Danusia, objąwszy go za szyję, skryła spłakaną twarz na jego ramieniu - a w nim żal
wstawał coraz większy, który płynąc z głębi wolnej natury słowiańskiej, zmieniał się w
tej prostej duszy niemal w pieśń polną:
Toby ja cię brał, dziewczyno! Toby ja cię brał!
TOM II
Rozdział I
Jurand, znalazłszy się na podwórzu zamkowym, nie wiedział zrazu, dokąd iść, gdyż knecht,
który go przeprowadził przez bramę, opuścił go i udał się ku stajniom. Przy blankach
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional