lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 56

— Zapisaliście całe sześć morgów!
— Bom tak chciał, a zechcę, to w ten mig zapiszę wszystko…
— Jak wszystko będzie wasze, to zapiszecie! — powiedział Antek.
— A czyjeż to jest, co? Czyje?…
— Dziecińskie, nasze.
— Głupiś jak ten baran! Grunt jest mój i zrobię z nim, co mi się spodoba!
— Zrobicie abo i nie zrobicie…
— Ty mi wzbronisz, ty!
— A ja, a my wszystkie, a nie, to sądy wam wzbronią! — krzyknął, bo już nie mógł ścierpieć i buchnął zapamiętałością.
— Sądami mi wygrażasz, co? Sądami! Zamknij ty gębę, pókim dobry, bo pożałujesz! — krzyczał przyskakując do niego z pięściami.
— A ukrzywdzić się nie damy! — wrzasnęła Hanka podnosząc się na nogi.
— A ty czego? Trzy morgi piachu wniesła i starą płachtę, a będzie tu pysk wywierała?
— Wyście i tyla Antkowi nie dali, nawet tych jego morgów matczynych, a robimy wam za parobków, jak te woły.
— Sprzątacie za to z trzech morgów.
— A odrabiamy wam za dwadzieścia abo i więcej!
— Jak wam krzywda, idźcie se poszukać lepiej!
— Nie pójdziem szukać, bo tu jest nasze! Nasze po dziadach pradziadach! — zawołał mocno Antek.
Stary uderzył go oczami i nic nie odrzekł, przysiadł przed komin i pogrzebaczem tak dziabał w głownie, aż iskry się sypały — zły był, ognie chodziły mu po twarzy i włosy mu cięgiem spadały na oczy, jarzące jak u żbika… ale się jeszcze hamował, choć ledwie i zdzierżał…
Długie milczenie zaległo izbę, że ino te przysapki a dychania prędkie słychać było. Hanka szlochała z cicha i pohuśtywała dziecko, bo skamleć poczęło.
— My nie przeciwni ożenkowi, chcecie, to się żeńcie…
— A przeciwcie się, dużo o to stoję!…
— Ino zapis odbierzcie — dorzuciła przez łzy Hanka.
— Zmilkniesz ty, a to, psiachmać, jazgocze cięgiem jak ta suka! — rzucił z taką mocą pogrzebacz w ogień, aż się głownie potoczyły na izbę.
— A wy się miarkujcie, bo to nie dziewka wasza, żebyście gębę wywierali na nią!
— To czemu pyskuje!
— Ma prawo, bo się o swoje upomina! — wrzeszczał coraz mocniej Antek.
— Chcecie, to i zapiszcie, ale to, co ostało, odpiszcie na nas — zaczęła cicho kowalowa.
— Głupiaś! Widzisz ją, mojem się tu będzie dzieliła! Nie bój się, na wycug do waju nie pójdę… — rzekłem!
— A my nie ustąpim. Sprawiedliwości chcemy.
— Jak wezmę kija, to wama dam sprawiedliwość.
— Spróbujcie ino tknąć, a pewnikiem wesela nie doczekacie…
I jęli się już kłócić, przyskakiwać do się, grozić, bić pięściami w stół, wykrzykiwać a wypominać wszystkie swoje żale i krzywdy. Antek tak się zapamiętał i tak rozsrożył, że wściekłość buchała z niego i raz wraz już starego chwytał to za ramię, to za orzydle i gotów był bić… ale stary jeszcze się hamował, nie chciał bijatyki, odpychał Antka, na obelgi z rzadka odpowiadał, bych ino dziwowiska la sąsiadów i wsi całej nie czynić. W izbie podniósł się taki krzyk i zamęt, i płacz, bo obie kobiety płakały i wołały na przemian, a dzieci też wrzeszczały, że Kuba z Witkiem przylecieli z podwórza pod okna… ale nic rozeznać nie rozeznali, bo wszyscy razem krzyczeli, aż w końcu, kiedy im już zabrakło głosu, chrzypieli ino samymi przekleństwami a pogroźbami. Hanka ryknęła nowym, ogromnym płaczem, wsparła się o okap i jęła zalewanym przez łzy, nieprzytomnym głosem krzyczeć:
— Na żebrę ino nam iść, we świat… o mój Jezus, mój Jezus!… A jak te woły harowalim i dnie… i noce… za parobków… a teraz co?… A Pan Bóg was pokarze za krzywdę naszą!… Pokarze… Całe sześć morgów zapisali… a te szmaty po matce… te paciorki… to wszystko… i la kogo to? La kogo?… La takiej świni! A żebyś pode płotem zdechła za krzywdę naszą, a żeby cię robaki roztoczyły, ty wywłoko, ty lakudro jedna, ty!…
— Coś powiedziała?… — zaryczał stary przyskakując do niej…
— Że lakudra i włók ten, to i cała wieś wie o tym… cały świat!… cały!…
— Wara ci od niej, bo ci ten pysk o ścianę rozbiję, wara… — i jął nią trząść, ale już Antek przyskoczył i osłonił, i również krzyczeć począł:
— I ja przywtórzę, że lakudra jest, włók, ja! A spał z nią, kto chciał, ja!… — wołał nieprzytomnie i gadał, co mu ślina na język przyniesła, nie skończył, bo stary, rozwścieklony już teraz do ostatka, trzasnął go tak w pysk, aż rymnął łbem na oszkloną szafkę i z nią razem zwalił się na ziemię… Porwał się rychło okrwawiony i runął na ojca.
Rzucili się na siebie jak dwa psy wściekłe, chycili się za piersi i wodzili po izbie, miotali, bili sobą o łóżka, o skrzynie, o ściany, aż łby trzaskały. Krzyk się podniósł nieopisany, kobiety chciały ich rozerwać, ale przewalili się na ziemię i tak zwarci całą nienawiścią i krzywdami tarzali się, gnietli, dusili…
Całe szczęście, że rychło rozerwali ich sąsiedzi i odgrodzili od siebie…
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional