lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 546

za łaskawym pozwoleniem, dalej pojadę, gdyż sam to czuję, że mi nic nie jest.
- Musieli cię przecie okrutnie poszczerbić... Jakoż to niesłychana rzecz, ażeby jeden na
tylu uderzał.
- Nieraz mi się już to trafiało, bo tak mniemam, że w złym razie szabla i rezolucja to
grunt!... Ej, miłościwy panie! już by tych szczerb, które na mojej skórze przyschły, i na
wołowej nie zliczyć. Takie moje szczęście!
- Na szczęście nie narzekaj, bo widać, leziesz na oślep tam, gdzie nie tylko szczerby,
ale i śmierć rozdają. Od jakże to dawna wojenny proceder praktykujesz? Gdzieś się
przedtem popisywał?
Przelotny rumieniec zabarwił bladą twarz pana Kmicica.
- Miłościwy panie! Jam to przecie Chowańskiego podchodził, gdy wszyscy już ręce opuścili,
i cena za moją głowę była naznaczona.
- Słuchaj no -rzekł nagle król - powiedziałeś mi dziwne słowo w owym wąwozie, alem
myślał, że cię delirium chwyciło i rozum ci się pomieszał. Teraz znów mówisz, żeś to ty
Chowańskiego podchodził. Ktoś ty jest? Zaliś ty naprawdę nie Babinicz? Wiadomo nam, kto
Chowańskiego podchodził!
Nastała chwila milczenia; wreszcie młody rycerz podniósł wynędzniałą twarz i rzekł:
- Tak jest, miłościwy panie!... Nie delirium przeze mnie mówi, jeno prawda; jam to
Chowańskiego szarpał, od której wojny imię moje w całej Rzeczypospolitej zasłynęło... Jam
jest Andrzej Kmicic, chorąży orszański...
Tu pan Kmicic przymknął oczy i bladł coraz więcej, lecz gdy król milczał zdumiony, tak
dalej mówić począł:
- Jam, miłościwy panie, ów banit, przez Boga i ludzkie sądy potępion za zabójstwa i
swawolę, jam to Radziwiłłowi służył i wraz z nim ciebie, miłościwy panie, i ojczyznę
zdradził, a teraz rapierami skłuty, końskimi kopytami stratowan, podnieść się niemocen,
biję się w piersi, powtarzam: ?Mea culpa! mea Culpa!", i miłosierdzia twego ojcowskiego
błagam... Przebacz mi, panie, bom sam własne dawne uczynki przeklął i z tej piekielnej
drogi dawno nawrócił.
I łzy puściły się z oczu rycerza, a drżącymi rękoma począł szukać dłoni królewskiej. Jan
Kazimierz zaś dłoni wprawdzie nie cofnął, lecz sposępniał i rzekł:
- Kto w tym kraju koronę nosi, niewyczerpaną winien mieć przebaczenia gotowość, przeto i
tobie, zwłaszcza żeś w Jasnej Górze i nam w drodze wiernie służył, a piersi nadstawiał,
gotowiśmy winy odpuścić.
- Więc odpuść, miłościwy panie! Skróć moją mękę!
- Jednego tylko nie możem ci zapomnieć, żeś wbrew cnocie tego narodu, podniesieniem ręki
na majestat dotąd nieskalanej, ofiarował się księciu Bogusławowi porwać nas i żywych lub
umarłych w szwedzkie ręce wydać!
Kmicic, choć przed chwilą sam mówił, że podnieść się niemocen, zerwał się z łoża, chwycił
wiszący nad nim krucyfiks i z wypiekami na twarzy, z oczyma płonącymi gorączką, dysząc
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional