lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 539

przodem dragonii. Zaraz się o niej Szwedzi zwiedzieli i wszędy drogi pozajmowali.
- Słyszysz, Tyzenhauz? - pytał król. - Źołnierz to doświadczony mówi.
- Słyszę, miłościwy panie - odparł młody magnat.
Król zwrócił się do Wojniłłowicza:
- A co więcej? Co więcej? Powiadaj!
- Co wiem, pewnie tego nie ukryję. W Wielkopolsce Źegocki i Kulesza dokazują. Pan
Warszycki Lindorma z zamku pileckiego wysadził, Danków się obronił, Lanckorona w naszym
ręku, a na Podlasiu pan Sapieha pod Tykocinem co dzień w siłę rośnie. Gorzeją już Szwedzi
w zamku, a z nimi razem zgorzeje i książę wojewoda wileński. Co do hetmanów, ci się już
spod Sandomierza w Lubelskie ruszyli, jawnie tym okazując, że z nieprzyjacielem zrywają.
Jest tam z nimi i wojewoda czernihowski, a z okolicy ciągnie ku nim, kto żyw i kto szablę
w garści utrzymać może. Powiadają, że się tam ma jakiś związek przeciwko Szwedom
formować, w czym i pana Sapiehy jest ręka, i pana kasztelana kijowskiego.
- To kasztelan kijowski także teraz w Lubelskiem?
- Tak jest, wasza królewska mość! Ale on dziś tu, jutro tam... Mam i ja do niego ciągnąć,
ale gdzie go szukać, tego nie wiem.
- Głośno o nim będzie - rzekł król - nie będziesz potrzebował o drogę pytać.
- Tak i ja myślę, miłościwy panie - odrzekł Wojniłłowicz.
Na podobnych rozmowach schodziła droga. Tymczasem niebo wypogodziło się zupełnie, tak że
błękitu nie plamiła żadna chmurka; śniegi Iśniły się w promieniach słońca. Góry spiskie
roztaczały się wspaniale i wesoło przed jadącymi i sama natura zdawała się do pana
uśmiechać.
- Miła ojczyzno! -rzekł król - bodajem ci mógł spokój przywrócić, nim kości moje w twej
ziemi spoczną!
Wjechali na wysokie wzgórze, z którego widok otwarty był i daleki, bo z drugiej strony
obszerna stała u stóp jego nizina. Tam ujrzeli w dole i w wielkim oddaleniu poruszające
się jakieś mrowisko ludzkie.
- Wojska pana marszałka idą! - zawołał Wojniłłowicz.
- Jeśli nie Szwedzi? - rzekł król.
- Nie, miłościwy panie! Szwedzi nie mogliby od Węgier, z południa ciągnąć. Widzę już
husarskie proporczyki.
Jakoż po chwili z sinawej oddali wysunął się las włóczni, barwne proporce chwiały się
jakby kwiaty wiatrem poruszane; powyżej groty Iśniły się na kształt płomyków. Słońce
grało na pancerzach i hełmach.
Tłumy towarzyszące królowi wydały okrzyk radosny; dosłyszano go z dala, bo masa koni,
jeźdźców, chorągwi, buńczuków, proporczyków poczęła poruszać się szybciej, widocznie tam
ruszono z kopyta, bo pułki stawały się coraz wyraźniejsze i rosły w oczach z niepojętą
szybkością.
- Ostańmy tu, na tym wzgórzu! Tu pana marszałka czekać będziem - rzekł król.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional