lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 535

- Na mękę Pana naszego! - krzyczał z rozpaczą - tamci zaraz polegną!... Miłościwy panie,
ratuj się, póki czas! Ja ich tu jeszcze zatrzymam!
Lecz upór królewski, gdy go raz rozdrażniono, nie liczył się z niczym i z nikim. Jan
Kazimierz wsparł jeszcze silniej rumaka ostrogami i zamiast cofać się, posuwał się
naprzód.
A czas płynął i każda chwila dłużej mogła zgubę za sobą pociągnąć.
- Zginę na mojej ziemi!... Puszczajcie!... - wołał król.
Szczęściem przeciw Kmicicowi i Kiemliczom, dla ciasnoty miejsca, mała tylko liczba ludzi
mogła od razu działać, skutkiem czego mogli się trzymać dłużej. Lecz z wolna i ich siły
poczęły się wyczerpywać. Kilkakroć rapiery szwedzkie dotknęły się ciała Kmicica i krew
jęła z niego uchodzić. Oczy przesłaniały mu się jakby mgłą. Dech ustawał w piersiach.
Uczuł zbliżanie się śmierci, więc pragnął tylko życie sprzedać drogo. ?Jeszcze choć
jednego!" - powtarzał sobie i puszczał płytkie żelazo na głowę lub ramię najbliższego
rajtara, i znów zwracał się ku innemu; Szwedom wszelako, po pierwszej chwili zamieszania
i strachu, wstyd widocznie uczyniło się, że czterech mężów zdołało ich zatrzymać tak
długo, i natarli z furią; wnet samym ciężarem ludzi i koni zepchnęli ich w tył i spychali
coraz silniej i szybciej.
Wtem koń Kmicica padł i fala zakryła jeźdźca.
Kiemlicze rzucali się jeszcze czas jakiś, podobni do pływaków, którzy widząc, że toną,
usiłują jak najdłużej głowy nad powierzchnią roztoczy morskiej utrzymać, lecz wkrótce
zapadli i oni...
Wówczas Szwedzi jak wicher ruszyli ku orszakowi królewskiemu.
Tyzenhauz zaś ze swymi ludźmi skoczył ku nim i uderzyli się tak, że aż łoskot rozległ się
po górach.
Lecz cóż znaczyła ta nowa tyzenhauzowska garstka przeciw potężnemu podjazdowi, blisko
trzysta koni liczącemu.
Nie było już wątpliwości, że dla króla i jego orszaku musi nieubłaganie wybić fatalna
godzina zguby lub niewoli.
Jan Kazimierz, woląc widocznie pierwszą od drugiej, wyswobodził na koniec lejce z rąk
trzymających je biskupów i posunął się szybko za Tyzenhauzem.
Nagle stanął jak wryty.
Stało się coś nadzwyczajnego. Patrzącym wydało się, że same góry przychodzą w pomoc
prawemu królowi i panu.
Oto nagle krawędzie wąwozu zadrgały, jak gdyby ziemia wzruszyła się z posad, jak gdyby
bór rosnący w górze chciał wziąść udział w walce, i pnie drzewne, bryły śniegu, lodu,
kamienie i okruchy skał jęły toczyć się ze straszliwym trzaskiem i łoskotem na zaciśnięte
na dnie szeregi szwedzkie; jednocześnie nieludzkie wycie rozległo się po obu stronach
parowu.
Na dole zaś, w szeregach, wszczął się zamęt, ludzką wyobraźnię przechodzący. Szwedom
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional