lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 534

Tyzenhauz z dwudziestu ludźmi w mgnieniu oka wysunął się na czoło, lecz Kmicic, zamiast
złączyć się z nimi, ruszył drobnym kłusem przeciw Szwedom.
Miał zaś na sobie szwedzki strój, ten sam, w któren przebrał się wychodząc z klasztoru,
więc owi Szwedzi teraz nie pomiarkowali, co to za jeden. Widząc dążącego przeciw sobie w
takim stroju jeźdźca, prawdopodobnie poczytali cały orszak królewski za jakiś własny
podjazd, bo nie przyspieszyli kroku, tylko kapitan dowodzący wysunął się przed pierwszą
trójkę.
- A co za ludzie? -spytał po szwedzku, patrząc na groźną i bladą twarz zbliżającego się
junaka.
Kmicic najechał nań tak blisko, że prawie trącili się kolanami, i nie odrzekłszy ni
słowa, wypalił mu w samo ucho z pistoletu.
Okrzyk zgrozy wyrwał się z piersi rajtarów, ale potężniej jeszcze zabrzmiał głos pana
Andrzeja:
- Bij!
I jako skała oderwana od opoki, tocząc się w przepaść, druzgoce wszystko w biegu, tak i
on runął na pierwszy szereg niosąc śmierć i zniszczenie. Dwaj młodzi Kiemlicze, podobni
do dwóch niedźwiedzi, skoczyli za nim w zamęt. Stukot szabel o pancerze i hełmy rozległ
się jak huk młotów, a wnet zawtórowały mu wrzaski i jęk.
Przerażonym Szwedom zdawało się w pierwszej chwili, że to trzech wielkoludów napadło ich
w dzikim parowie górskim. Pierwsze trójki cofnęły się, zmieszane, przed strasznym mężem,
a gdy ostatnie wydobywały się dopiero spoza zakrętu, środek stłoczył się i zwichrzył.
Konie poczęły gryźć się i wierzgać. Źołnierze z dalszych trójek nie mogli strzelać, nie
mogli iść na ratunek przodowym, którzy ginęli bez ratunku pod ciosami trzech olbrzymów.
Próżno się złożą, próżno sztychów nadstawią, tamci łamią szable, przewracają ludzi i
konie. Kmicic zdarł konia, że aż kopyta jego zwisły nad głowami rajtarskich rumaków, sam
zaś szalał, siekł, bódł. Krew zbroczyła mu twarz, z oczu szedł ogień, wszystkie myśli w
nim zgasły, została tylko jedna, że zginie, lecz Szwedów musi zatrzymać. Ta myśl
przerodziła się w dzikie jakieś uniesienie, więc siły jego potroiły się, ruchy stały się
podobne do ruchów rysia: wściekłe, jak błyskawice szybkie. I nadludzkimi ciosami szabli
kruszył ludzi, jak piorun kruszy młode drzewa; dwaj Kiemlicze młodzi szli tuż, a stary,
stojąc nieco z tyłu, co chwila wsuwał rapier między synów, tak szybko, jak wąż żądło
wysuwa, i wyciągał krwawy.
Tymczasem koło króla powstał rozruch. Nuncjusz, jako pod Źywcem tak i teraz, trzymał za
cugle jego konia, z drugiej strony chwycił je biskup krakowski i ze wszystkich sił cofali
w tył rumaka, król zaś parł go ostrogami, aż dzianet dęba stawał.
- Puszczajcie!... -wołał król. - Na Boga! Przejedziem przez nieprzyjaciół!
- Panie, myśl o ojczyźnie! - wołał biskup krakowski.
I król nie mógł wydrzeć się z ich rąk, zwłaszcza że od przodu zatarasował mu drogę młody
Tyzenhauz ze wszystkimi ludźmi.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional