lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 532

oddziałów, które się nieopatrznie w labirynt gór zapędziły.
I teraz wieść o przejeździe króla z wojskiem uczyniła już swoje, wszyscy bowiem jak jeden
mąż zerwali się, by go bronić i towarzyszyć mu ze swymi ?ciupagami", choćby na kraj
świata. Mógł Jan Kazimierz, gdyby tylko odkrył, kto jest, otoczyć się w jednej chwili
tysiącami półdzikich ?gazdów", lecz on słusznie mniemał, że w takim razie wieść
rozebrzmiałaby wnet, razem z wichrami, po całej okolicy i że Szwedzi mogliby także wysłać
znaczne wojska na jego spotkanie, więc wolał ciągnąć nie poznany nawet od górali.
Znajdowano jednak wszędy pewnych przewodników, którym dość było powiedzieć, że prowadzą
biskupów i panów pragnących się szwedzkiej ręki uchronić. Prowadzili ich więc wśród
śniegów, skał, wichrów i przełęczy, sobie tylko znanymi ?pyrciami", przez miejsca tak
niedostępne, że -rzekłbyś - i ptak nie mógłby przez nie przelecieć.
Nieraz król i dostojnicy mieli chmury pod nogami, a jeżeli chmur nie było, to wzrok ich
leciał w bezbrzeżną, białymi śniegami okrytą przestrzeń, która tak wydawała się szeroką,
jak kraj cały szeroki ; nieraz zapuszczali się w gardziele górskie, ciemne prawie,
śniegami przysłonięte, w których chyba tylko zwierz dziki mógł mieć legowiska. Lecz
omijano dostępne dla nieprzyjaciela miejsca, skracano drogę, i bywało że osada jaka, do
której ledwie za pół dnia spodziewano się dostać, pojawiała się nagle pod nogami, a w
niej spoczynek czekał i gościnność, choć w kurnej chacie, w zadymionej świetlicy.
Król był ciągle wesół, innym odwagi do znoszenia nadzwyczajnych trudów dodawał i uręczał,
że takimi drogami się przebierając, pewno równie szczęśliwie jak niespodzianie do Lubowli
się dostaną.
- Pan marszałek, ani się spodziewa, kiedy mu na kark spadniem! - powtarzał ciągle.
A nuncjusz odpowiadał:
- Czymże był powrót Ksenofonta w porównaniu z tą naszą podróżą w chmurach?
- Im wyżej się wzniesiem, tym szwedzka fortuna upadnie niżej - twierdził król.
Tymczasem dojechano do Nowego Targu. Zdawało się, że wszelkie niebezpieczeństwo minęło;
jednakże górale twierdzili, że jakieś obce wojska kręcą się wedle Czorsztyna i po
okolicy. Król przypuszczał, iż może to być niemiecka rajtaria pana marszałka koronnego,
której miał dwa pułki, albo że jego własnych dragonów, wysłanych przodem, poczytano za
nieprzyjacielskie podjazdy. Więc gdy i w Czorsztynie była załoga biskupa krakowskiego,
podzieliły się zdania w królewskim orszaku : jedni chcieli jechać traktem do Czorsztyna,
a stamtąd ciągnąć samą granicą do ziemi spiskiej; inni radzili zaraz wykręcić do Węgier,
które tu klinem aż pod Nowy Targ dochodziły, i znowu przedzierać się przez wirchy i
wąwozy, biorąc wszędy przewodników, najniebezpieczniejsze przejścia znających.
To ostatnie zdanie przemogło, albowiem w ten sposób spotkanie się ze Szwedami stawało się
prawie niepodobnym, i zresztą króla bawiła ta ?orłowa" droga przez przepaści i przez
chmury.
Wyruszono więc z Nowego Targu nieco na zachód i południe, zostawiając po prawej ręce
Biały Dunajec. Początkowa droga szła okolicą dosyć otwartą i rozległą, lecz w miarę jak
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional