lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 531

troskali... Jedźmy teraz, jedźmy, bo nam się spoczynek należy!
Wszyscy ruszyli rysią, raźno, wesoło, i w godzinę później zasnął utrudzony król
bezpiecznym snem na własnej ziemi.
Tegoż wieczora pan Tyzenhauz zbliżył się do pana Kmicica.
- Wybacz waszmość - rzekł - z miłości to do pana cię podejrzewałem.
Lecz Kmicic umknął mu ręki.
- O, nie może być! - odrzekł. - Zdrajcą i przedawczykiem mnie czyniłeś...
- Byłbym i więcej uczynił, bo byłbym waści w łeb strzelił - rzekł Tyzenhauz - ale gdym
się przekonał, żeś zacny człowiek i króla miłujesz, rękę ci wyciągnąłem. Chcesz, przyjmij
-nie chcesz, nie przyjmuj... Wolałbym z tobą jeno w przywiązaniu do osoby pańskiej
emulować... Ale i innej emulacji się nie przestraszę.
- Tak waszmość myślisz?... Hm! może masz i słuszność, ale mi na waćpana mruczno.
- To przestań mruczeć... Tęgi z waszmości żołnierz! No! a dawaj no gęby, byśmy się w
nienawiści spać nie układli.
- Niechże tak będzie - rzekł Kmicic.
I padli sobie w objęcia.
tom II
Rozdział XXIV
Orszak królewski późną nocą dotarł do Źywca i prawie nie zwrócił uwagi w miasteczku,
przerażonym niedawnym napadem szwedzkiego oddziału. Król nie zajeżdżał do zamku, który
poprzednio już był spustoszony od Szwedów, a w części spalony, ale stanął w plebanii. Tam
Kmicic rozpuścił wiadomość, iż to poseł cesarski ze Śląska udaje się do Krakowa.
Jakoż nazajutrz wyruszyli ku Wadowicom i dopiero znacznie za miastem skręcili do Suchej.
Stamtąd przez Krzeczonów mieli jechać do Jordanowa, stamtąd do Nowego Targu, i gdyby się
okazało, że nie ma podjazdów szwedzkich pod Czorsztynem, to do Czorsztyna, gdyby zaś
były, to skręcić mieli do Węgier i węgierską ziemią ciągnąć aż do Lubowli. Spodziewał się
też król, że pan marszałek wielki koronny, który rozporządzał tak znacznymi siłami,
jakich nie miał niejeden książę panujący, poubezpiecza drogi, sam przeciw panu wyskoczy.
Mogło mu pomieszać szyki tylko to, że nie wiedział, którędy król ciągnie; ale przecież
między góralami nie brakło wiernych ludzi, gotowych zanieść panu marszałkowi umówione
słowa. Nie potrzeba im było nawet tajemnicy powierzać, bo szli chętnie, skoro im
powiedziano, że o służbę królewską idzie. Był to bowiem lud duszą i sercem królowi
oddany, chociaż ubogi i pół jeszcze dziki, mało albo wcale uprawą niewdzięcznej roli się
nie trudniący, żyjący z chowu bydła, pobożny i nienawidzący heretyków. Oni to pierwsi,
gdy rozeszła się wieść o wzięciu Krakowa, a zwłaszcza o oblężeniu Częstochowy, do której
pobożne pielgrzymki odbywać zwykli, porwali za toporzyska swoich siekier i ruszyli się z
gór. Jenerał Duglas, znakomity wojownik, opatrzony w działa i strzelby, rozproszył ich
wprawdzie z łatwością w równinach, na których bić się nie przywykli; natomiast Szwedzi z
największymi tylko ostrożnościami zapuszczali się we właściwe ich siedziby, w których
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional