lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 530

- Może są jakowe -odpowiedział przerywanym głosem rajtar - jenerał Duglas porozsyłał
podjazdy, ale się wszystkie cofają, bo chłopstwo w wąwozach na nie napada.
- A w pobliżu Źywca wyście jedni byli?
- My jedni.
- I wiecie, że król polski już przejechał?
- Przejechał z tymi dragonami, którzy się o nas w Suchej obtarli. Wielu go widziało.
- Czemuście go nie ścigali?
- Baliśmy się góralów.
Tu Kmicic ozwał się znów po polsku:
- Miłościwy panie! Droga wolna, a i nocleg w Źywcu się znajdzie, bo jeno część osady
spalona.
Lecz nieufny Tyzenhauz rozmawiał przez ten czas z panem kasztelanem wojnickim i tak mówił:
- Albo to jest żołnierz wielki i szczery jak złoto, albo zdrajca kuty na cztery nogi...
Zważ, wasza dostojność, że to wszystko może być symulowane, od wzięcia tego rajtara aż do
jego zeznań. A jeśli to umyślne? Jeśli Szwedzi siedzą przyczajeni w Źywcu? Jeśli król
pojedzie i wpadnie jako w matnię?...
- Bezpieczniej się przekonać - odrzekł kasztelan wojnicki.
Więc pan Tyzenhauz odwrócił się do króla i rzekł głośno:
- Pozwól, miłościwy panie, żebym ja naprzód do Źywca ruszył i przekonał się, czyli to
prawda, co ów kawaler i ów rajtar powiadają.
- Niechże tak będzie! Pozwól, miłościwy panie, niech jedzie! -zawołał Kmicic.
- Jedź - rzekł król - ale i my ruszymy nieco naprzód, bo zimno.
Pan Tyzenhauz ruszył z kopyta, a orszak królewski jął posuwać się za nim z wolna. Król
odzyskał dobry humor i wesołość i po niejakim czasie rzekł do pana Kmicica:
- Ale to z tobą można by jako z sokołem na Szwedów polować, bo z góry uderzasz!
- Tak to i było -odrzekł pan Andrzej. - Jak wasza królewska mość zechce zapolować, to
sokół zawsze gotów.
- Powiadaj, jakżeś go ucapił?
- To nietrudno, miłościwy panie! Zwyczajnie, gdy pułk idzie, zawsze kilkunastu ludzi w
tyle się wlecze, a ten się na pół stajania został. Podjechałem za nim; on myślał, że
swój, nie strzegł się i nim się opamiętał, jużem go porwał, gębę mu przydusiwszy, ażeby
nie krzyczał.
- Mówiłeś, że ci to nie pierwszyzna. Zaliżeś to już kiedy pierwej praktykował?
Kmicic rozśmiał się.
- Oj, oj! miłościwy panie! praktykowałem i to, i co lepszego! Niech wasza królewska mość
jeno rozkaże, a znowu skoczę, dognam ich, bo konie mają zdrożone, i jeszcze jednego
ucapię, i Kiemliczom moim każę ucapić.
Czas jakiś jechali w milczeniu, nagle tętent konia rozległ się i nadleciał Tyzenhauz.
- Mości królu ! - rzekł - droga wolna i nocleg zamówiony.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional